piątek, 11 listopada 2016

Czytajmy klasykę - ,,Zabić drozda"

Jak już wspominałam wcześniej, chciałam wprowadzić na blogu pewne zmiany. Pierwszą, choć niewielką, możecie już zobaczyć, pojawiły się zakładki. Ponieważ piszę raz o historii, kiedy indziej recenzuję książki, czasem nawet filmy (choć teraz zamierzam to robić częściej), postanowiłam uporządkować posty tematycznie, tak by wszystko wyglądało bardziej przejrzyście. Chcę aby mój blog stał się blogiem historyczno-kulturalnym. Mam nadzieję, że te zmiany się sprawdzą i będziecie zadowoleni.

Dziś mam dla Was kolejną recenzję z cyklu ,,Czytajmy klasykę". Książki z pewnością niezwykłej, tak iż nie sposób jej zapomnieć, ,,Zabić drozda" autorstwa Harper Lee. Przyznam się, że powieść przeczytałam już przed wakacjami, a rozpoczęta recenzja w wersji roboczej czekała na swoją kolej przez kilka miesięcy. Nadszedł wreszcie czas, aby ujrzała światło dzienne. 


Okładka książki
źródło: wp.pl


Zacznijmy od tego, że jest to jedna z tych książek, które ,,trzeba przeczytać". Nie jest to bowiem jakaśtam powieść amerykańska, ale Wielka Literatura (pisana wielką literą), która do dziś oddziałuje na czytelników z całego świata. 
Historia jest opowiedziana z punktu widzenia małej dziewczynki o imieniu Jean Louise. Jednak większość osób mówi na nią Scout, to przezwisko jako pierwszy nadał jej ojciec, Atticus. Dziewczynka mieszka z bratem i  ojcem na południu Stanów Zjednoczonych w czasie lat 30. Wiodą w miarę normalne życie. Pewnego dnia Atticus, będący prawnikiem, zostaje obrońcą czarnoskórego mężczyzny. Ojciec Scout nie widzi w tym nic złego, jednak wielu osobom z jego otoczenia się to nie podoba. Główna bohaterka wraz z bratem zaczynają słyszeć obelgi pod adresem swojego ojca. Dzieci pierwszy raz spotykają się z nietolerancyjną i brutalną rzeczywistością lat 30. Wszechobecny rasizm i uprzedzenia wkraczają do ich świata.


Kadr z ekranizacji książki
źródło: filmbuk.weebly.com


Książka porusza również problem sytuacji kobiet oraz przypisywanych im społecznie ról. Ich zadaniem było spokojne siedzenie w domu, nie wychylanie się. Miały być pomocne, miłe i spokojne. Mieszkankom prowincji nie przeszkadzał taki los, nie chciały zmienić swojej sytuacji. Główna bohaterka jest inna, nie odpowiada jej taka postawa, nie ma ochoty być ,,damą" jak chce jej ciotka. Nie lubi nosić sukienek, nie znosi spokojnego siedzenia w jednym miejscu. Pragnie być niezależna. Woli pozostać Scout, niż stać się Jean Louise. Nie może zrozumieć dlaczego kobiety zgadzają się na swój los i robią to czego chce od nich reszta społeczeństwa. Ojciec dziewczynki traktuje ją tak samo jak syna, pozwala jej nosić spodnie, bawić się z chłopcami. Jednak im Scout jest starsza, tym coraz więcej osób wymaga od niej by zachowywała się tak jak na jej płeć przystało.

Moim zdaniem ,,Zabić drozda" jest bez wątpienia powieścią ponadczasową. Opowiada o podziałach, wykluczeniu, jednocześnie pokazując, że warto przestrzegać własnych zasad nie naginając się do wymagań otoczenia.
Bohaterowie nakreśleni przez autorkę są psychologicznie wiarygodni. Bardzo podobała mi się postać Scout. Uważam ją za jedną z najciekawszych postaci literackich jakie poznałam do tej pory.


wtorek, 18 października 2016

Gry jaskółek

Po dłuższej przerwie powracam do pisania. Miałam sporo innych zajęć i musiałam przemyśleć w jakiej formule chciałabym go dalej prowadzić. Są tematy, na których chciałabym skupić się bardziej, ale o tym w następnych wpisach.

Dziś przedstawiam komiks, ,,Gry jaskółek" Zainy Abirached, który wydało jedno z moich ulubionych wydawnictw, Kultura Gniewu. Nie jest to może komiks o tematyce historycznej w ścisłym znaczeniu. Jest jednak bardzo ciekawy, ze względu na poruszaną problematykę. Są to bowiem wspomnienia z dzieciństwa samej autorki.


Okładka komiksu
źródło: sklep.gildia.pl

Akcja komiksu rozgrywa się w Bejrucie, stolicy Libanu, w latach 80. W tym czasie w kraju trwa wojna domowa. Miasto jest przedzielone na pół, na część muzułmańską i chrześcijańską. Dla cywili to już nie ten sam Bejrut co dawniej. Miasto stało się znacznie mniejsze, ponieważ w niektórych miejscach snajperzy nie pozwalają się poruszać. Jednak mała Zeina nie pamięta dawnego Libanu, ponieważ urodziła się w trakcie trwania wojny. Zatem dla niej inny Liban, bez wojny, to coś na kształt baśni, opowieści o dawno minionych czasach. 



Historia przedstawiona w ,,Grach jaskółek" to kilka godzin z życia mieszkańców jednej z Bejruckich kamienic. Kiedy rodzice Zeiny wychodzą z wizytą do babci mieszkającej kilka ulic dalej, dziewczynka i jej brat zostają razem z sąsiadką w swoim mieszkaniu, a dokładnie w przedpokoju, gdyż tylko to pomieszczenie nadaje się do użytku. Wkrótce zjawiają się też inni mieszkańcy domu, ponieważ w czasie bombardowań jest to najbezpieczniejsze miejsce w całym budynku. Możemy zobaczyć jak maleńka wspólnota sąsiadów wspiera się wzajemnie i poznać krótką historię każdej z osób. 


Komiks pokazuje jak wyglądało życie zwyczajnych ludzi w czasie wojny domowej. Widzimy jak zwykłe odwiedziny u osoby mieszkającej kilka ulic dalej, przy ciągłych bombardowaniach, snajperach, a do tego praktycznym braku działających telefonów stawało się niebezpieczną, kilkugodzinną wyprawą w nieznane. Jak pomimo śmierci ukochanych osób, ludzie musieli żyć dalej, skupiając się na pomocy innym, z nadzieją że za jakiś czas wszystko wróci do normy. 

Jedna ze stron komiksu
źródło: sklep.gildia.pl

Pod względem graficznym ,,Gry jaskółek" przypominają ,,Persepolis" Marjane Satrapi. Proste czarno-białe grafiki sprawiają, że opowieść staje się niezwykle wyrazista. Atmosfera małego, ciasnego przedpokoju udziela się czytelnikowi i wciąga w mikroświatek sąsiadów tak różnych od siebie, a jednocześnie bardzo sobie bliskich. Mnie niezwykle uderzyło to, że przy pomocy kilku kadrów można ukazać całą beznadziejność i dramat sytuacji w jakiej znajdują się bohaterowie komiksu.  Oto jedna ze stron, które zrobiły na mnie największe wrażenie.


źródło: mój egzemplarz komiksu


Czy można powiedzieć, napisać coś więcej ? Kiedy się przyjrzeć, ten pozornie zwyczajny rysunek mapki jednej z miejskich uliczek, nabiera charakteru jakiejś metafizycznej opowieści o życiu człowieka. Jak banalna może być śmierć, kiedy idzie się z baniakiem po wodę lub do krewnych zaledwie na chwilę. I jak życie człowieka, który dla kogoś jest wszystkim, całym światem, dla kogoś innego jest zupełnie nic nie warte i można je zdmuchnąć jedną kulą gdzieś z dachu.  
Chociaż sam komiks nie pokazuje przyczyn i tła politycznego wojny w Libanie to jest świadectwem tego co ma miejsce w każdym konflikcie. Tragedii ofiar wojny, którymi są cywile. Ci zawsze będą przegrani. 
Zapewne teraz w Syrii jacyś ludzie siedzą w innym małym przedpokoju z nadzieją, że dożyją jutra i zobaczą słońce, a krewny, czy przyjaciel na którego czekają, po prostu gdzieś się zgubił i znajdzie się rano.

Polecam ,,Gry jaskółek", gdyż jest to jeden z tych komiksów, który  przy oszczędnej formie graficznej i treści nie epatującej okrucieństwem wojny, jest jednak bardzo wymowny i skłania czytelnika do refleksji.



,,Gry jaskółek" 

scenariusz i rysunki: Zeina Abirached
tłumaczenie: Marzena Sowa
wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania: 2014



niedziela, 22 maja 2016

To były Targi...

Już od kilku lat regularnie odwiedzam Warszawskie Targi Książki. Stało się to już swego rodzaju tradycją, tak więc i w tym roku nie mogło mnie zabraknąć. Czwartek i piątek spędziłam na Stadionie Narodowym. Dodam, że wizyta czwartkowa pozwoliła mi zatrzeć wspomnienie porannej wizyty u dentysty brrr..., czyli była podwójnie przyjemna.


Przyznam się, że nigdy nie jeżdżę na Targi, aby spotkać znanych autorów. Po prostu kupuję książki i oglądam, tak też było tym razem. Czwartek był dniem szczególnie temu sprzyjającym, z powodu niedużej liczby odwiedzających. Nie było tłumów, a na stoiskach sporo niewykupionych książek. Osobiście bardzo lubię Stadion Narodowy jako miejsce Targów, gdyż przyjemniej się na nim przebywa, niż np. w Pałacu Kultury. Na Narodowym nie jest duszno i gorąco, nie trzeba też przeciskać się przez tłumy ludzi, a w chwilach zmęczenia można odpocząć na trybunach. Łatwo zatem skupić się na przyjemnościach płynących z czytelnictwa, a nie na walce o przetrwanie w ludzkim gąszczu.
Niewątpliwą zaletą Targów są dobre ceny książek i możliwość obejrzenia nowości. Jest więc okazja nabycia wielu ciekawych tytułów oraz ,,pomacania" tych, których zakup się rozważa.
Najpierw ruszyłam na stoisko wydawnictwa Prószyński i S-ka po książki profesora Michio Kaku...

Polecam wszystkim fanom Sci-fi



...wcześniej zdążyłam już zanurkować w ,,okazjach" Bellony.



No i wreszcie komiksy. W moim mniemaniu wspaniała strefa komiksu.  Właśnie dla niej bardzo lubię odwiedzać Targi. Wszędzie najróżniejsze wydawnictwa, była manga, wszystko tańsze niż na co dzień w księgarniach. Spędziłam tam na prawdę dużo, dużo, dużo czasu.
Ale oprócz komiksów są tu także ... gadżety. Co gorsza, nie można im się oprzeć, więc dziś posiadam 8 przypinek i torbę. Rozumiem co czuli Indianie na widok szklanych paciorków. Jednak po zastanowieniu niczego nie żałuję ;)
Oto co kupiłam w strefie komiksu:




Jeżeli trzeba iść do spożywczaka to tylko z  ósmym pasażerem Nostromo;)


Bardzo ciekawe były także stoiska antykwariatów znajdujące się tuż przy komiksach. Tam też spędziłam sporo czasu. W moim ulubionym antykwariacie ,,Piotruś Pan'' kupiłam tylko gazetę z wykrojami z lat 50-tych, bo w wakacje planuję trochę poszyć. Uwielbiam modę lat 50-tych! Może wysoko stawiam sobie krawiecką poprzeczkę, ale do odważnych świat należy.

Wspomniana gazeta

Kupiona właściwie dla tych spodni ;)

Podsumowując, tegoroczne Warszawskie Targi Książki uważam za bardzo udane. Chociaż oszczędności stopniały do liczby jednocyfrowej, z pewnością pojawię się na nich w przyszłym roku.
A Wy byliście na Targach? Jak Wasze wrażenia?





niedziela, 15 maja 2016

Co byśmy bez niego zrobili? - historia książek cz. 1

Pismo, używamy go codziennie, czytamy, piszemy. Nawet ci, którzy książek nie lubią, są zmuszeni do czytania, bo słowo pisane spotykamy na każdym kroku, w telewizji, sklepie, na ulicy. Jest rzeczą tak oczywistą, że nie możemy wyobrazić sobie świata bez niego.
Ale jak to się wszystko zaczęło?

źródło: www.vladstudio.com

Zanim pojawiło się słowo pisane...
Ludzie posługiwali się znakami mnemotechnicznymi. Służyły do komunikacji, wykorzystywały słuch, pamięć i wzrok. Znamy przykładem mogą być dźwięki wygrywane na rogach lub bębnach, czy znaki dymne. Najczęściej używano znaków pamięciowych, przedmiotów mających konkretne znaczenie i wywołujących konkretne zachowanie. Przykładem mogą tu być nasi przodkowie, Słowianie, którzy rozsyłali gałązki wierzbowe oznaczające wezwanie na wiec albo wyprawę wojenną.
Choć na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, dziś także używamy znaków mnemotechnicznych, np. w sygnalizacji świetlnej. W końcu to nic innego jak kolorowe światła, których widok symbolizuje konkretne reakcje.

Sygnalizacja świetlna
źródło: www.miasto.glogow.org

Ludzkość stworzyła także pismo obrazkowe, przodka wszystkich współczesnych pism. Pierwsze obrazki pojawiły się na powierzchni skał wyryte lub wymalowane, ok. 20 000 lat temu. Z początku miały znaczenie magiczne, wiążące się z pradawnymi wierzeniami. Pismo obrazkowe w tym charakterze spotykamy wielu miejscach na świecie, nawet na gorących pustyniach i mroźnej Syberii.
Z biegiem czasu ludzie poczuli chęć utrwalenia również swego codziennego życia. Zaczęto więc malować zwierzęta i polowania. Tu prawdziwą perłą jest francuska jaskinia Lascaux.


Malowidła z jaskini Lascaux
źródło: www.kultura.banzaj.pl

Jednak tego typu malowidła były przedstawieniami bardziej złożonych scen. Dlatego nastąpiła transformacja, powstało pismo ideograficzne, czyli pojedyncze obrazki symbolizujące konkretne przedmioty oraz zjawiska, np. jeleń oznaczający jelenia, koło otoczone kreskami oznaczające słońce lub dobrą pogodę.
Z tym przodkiem pisma mamy również do czynienia w dzisiejszych czasach, np. na znakach drogowych.

Znak drogowy z lokomotywą, która oznacza przejeżdżające pociągi
źródło: commons.wikimedia.org

W końcu nadeszło słowo pisane. Za najstarsze uważa się pismo klinowe, wynalezione przez Sumerów. Starożytny lud zamieszkujący ok. 4 000 lat p.n.e. Mezopotamię. Na początku używali pisma obrazkowego, w którym jeden znak oznaczał jeden wyraz. Z biegiem czasu zaczęli je upraszczać, przybrały kształty klinów wyciskanych pałeczkami na glinie. Nie oznaczały już wyrazów, a pojedyncze sylaby oznaczające konkretne dźwięki. Trudność stanowiły słowa wieloznaczne, zapisywane tak samo. Aby czytając można było je odróżnić, stawiano przed nimi inne, specjalne znaki.

Pismo klinowe
źródło: fr.wikipedia.org

Tak narodziło się pismo, które przez następne lata ewoluowało i zmieniało się. Zapamiętywało historię ludzkości, wzruszało, smuciło, złościło, wpływało na losy milionów ludzi. Dziś znane prawie każdemu, kiedyś będące przywilejem dla najbogatszych, symbolem wykształcenia. Stanowiące nieodzowną część naszego życia. Sięgając po kolejną książkę, czytając gazetę, czy ulubioną stronę internetową warto zastanowić się przez chwilę nad historią pisma i tego jak bez niego wyglądałby świat.





niedziela, 1 maja 2016

Opowieść o odwadze

Słyszeliście kiedyś o Malali Yousafzai? Dziewczynce z Pakistanu postrzelonej przez talibów za walkę o prawo kobiet do edukacji, najmłodszej noblistce w historii.
Przyznam się, że do niedawna ja wiedziałam o niej tylko tyle, czyli bardzo niewiele. Sięgnęłam więc po naprawdę niezwykłą biografię.


Okładka książki

,,To ja, Malala" nie jest zwyczajną książką biograficzną przede wszystkim dlatego, że to autobiografia napisana przez samą  Malalę. Lektura jest opowieścią bohaterki o sobie samej i swojej rodzinie począwszy od historii jej rodziców. Napisana w taki sposób, iż czytając mamy wrażenie, że autorka siedzi obok nas i opowiada.
Początek to krótki prolog opisujący dzień, w którym Malala została postrzelona przez taliba, kiedy wracała ze szkoły. Wszystko zapowiadało się normalnie. Wstała rano, poszła do szkoły, po lekcjach wsiadła do busa, żeby wrócić do domu. Jechał tak jak zawsze, minął wojskowy punkt kontrolny, przejechał 200 metrów i nagle został zatrzymany. Mężczyzna ubrany na biało wsiadł i zapytał: ,,Która to Malala?". Tylko ona nie miała zasłoniętej twarzy. Mężczyzna podszedł, podniósł pistolet i strzelił. Kula przebiła lewy oczodół. Tak kończy się prolog.
Potem zaczyna się właściwa część książki. Rozpoczyna się od narodzin Malali, a kończy wyjściem ze szpitala po zamachu.
Książka jest napisana w barwny i ciekawy sposób. Nie mówi tylko o doniosłych momentach w życiu bohaterki, ale także o małych chwilach dnia codziennego. O jej relacjach z koleżankami, atmosferze w domu, nauce w szkole, emocjach. Malala opowiada o swojej rywalizacji z innymi dziewczynkami o najlepsze wyniki na egzaminach, a także o uczeniu się do późna na sprawdziany. Często wspomina swoją przyjaciółkę Monibę, ich częste kłótnie i wspólne chwile. Ogólnie zwykłe życie nastolatki.
Jednak najważniejszą postacią w jej życiu jest ojciec. To dzięki niemu Malala stała się odważna i niezależna. Często o nim pisze, jest dla niej wielką inspiracją. Zawsze wspierał ją i był z niej dumny wskazał właściwą drogę. To on pokazał jej, że edukacja stanowi w życiu człowieka jedną z największych wartości.

Malala Yousafzai
źródło: nutfreenerd.com

Malala Yousafzai urodziła się w 1997 roku w Pakistanie w Dolinie Swatu. Wychowywała się w rodzinie różniącej się od innych. Od samego początku była traktowana przez ojca tak samo jak jej bracia, a miała ich tylko dwóch. Większość pakistańskich rodzin to rodziny wielodzietne, jednak państwo Yousafzai mieli tylko trójkę dzieci.
Malala chodziła do szkoły założonej przez swojego ojca. Zawsze była najlepszą uczennicą, dostawała dobre oceny, osiągała najlepsze wyniki na egzaminach końcowych. Od dziecka uważała edukacje za najważniejszą. Zwyczajnie nauka była jej pasją. W przekonaniu tym utwierdzał ją ojciec, który w zdobycie własnego wykształcenia włożył wiele pracy. Pomimo wielu przeciwności udało mu się założyć własną szkołę, do której później chodziła Malala.
Gdy w Pakistanie rozpoczęli swoją działalność talibowie, Malala nie bała się im przeciwstawić i walczyła o prawa dziewcząt do edukacji. Talibowie wprowadzili terror, zabronili kobietom samym wychodzić z domu, chodzić z odsłoniętą głową, a dziewczynkom chodzić do szkoły, ludzie musieli wyrzucać telewizory. Osoby nie stosujące się do ich nakazów mordowali, a ciała podrzucali na placach ku przestrodze dla innych. Codziennie słyszało się o jakiś zabitych, często o osobach, które się wcześniej znało. Jedak Malala postanowiła nie kryć się w cieniu tak jak większość. Występowała publicznie, mówiła o prawie dziewczynek do edukacji, udzielała wywiadów zagranicznym mediom. W momencie największego terroru zgłosiła się do pisania bloga dla BBC, na którym opisywała swoje codzienne życie w Dolinie Swatu za rządów talibów. Stała się rozpoznawalna na świecie. Zdobyła liczne nagrody, co nie podobało się jej wrogom. Wraz z ojcem dostawała pogróżki, wiedziała że ryzykuje życiem. Nie poddała się, walczyła dalej, cały czas chodziła do szkoły, mimo iż było to niebezpieczne i wiele szkół dla dziewcząt zamknięto.
Dziewiątego października 2012 roku została postrzelona przez taliba. Celem była jej egzekucja i niewiele brakowało i tak by się stało. Malala omal nie przypłaciła życiem walki o równouprawnienie. Znalazła się w pakistańskim szpitalu wojskowym. Przeszła wiele operacji, jednak panujące tam warunki nie dawały jej dużych szans na przeżycie. Została więc przewieziona do Szpitala Królowej Elżbiety w Birmingham. Tam zaczęła dochodzić do siebie. Przeszła przeszczep nerwu twarzy.
Po wyjściu ze szpitala Malala wraz z rodziną zamieszkała w Birmingham. Nie mogli już wrócić do Pakistanu, bo było to zbyt niebezpieczne. Pomimo tęsknoty za domem Malala wciąż się nie poddaje. Dalej działa na rzecz pokoju i edukacji, chodzi do brytyjskiej szkoły, dostaje bardzo dobre oceny. Dziesiątego października 2014 roku dostała Pokojową Nagrodę Nobla, jest najmłodszą noblistką w historii.

Gorąco polecam książkę ,,To ja, Malala". Opowiada o odwadze w dążeniu do celu i realizacji własnych marzeń. Jest świadectwem tego, że wciąż istnieją wielcy i nieustraszeni ludzie. Miejscami lektura bywa trudna, pokazuje różnice między światem zachodnim, w którym żyjemy, a innym do którego należą kraje takie jak Pakistan. Miejsc gdzie strzelaniny, przemoc i dyskryminacja są na porządku dziennym, a niewielu ma odwagę się przeciwstawić. Dzieje się to w krajach, w których wykształcenie nie jest tak powszechne jak u nas. A przecież tak często zapominamy, że powszechny dostęp do edukacji, możliwość spokojnego chodzenia do szkoły  i  uczenia się stanowią wielką wartość.
Dla mnie postać Malali jest inspiracją, a jej życie i dokonania świadectwem tego, że historia dzieje się na  naszych oczach.

piątek, 18 marca 2016

Nominacja

To już druga nominacja Rydwanika Historycznego do Liebster Blog Award. Tym razem za wyróżnienie dziękuję Patrykowi K., autorowi bardzo ciekawego bloga Niezwykła planeta.



Tak więc zaczynam, oto pytania oraz moje odpowiedzi:



1. Zaprzyjaźniona firma chce opłacić Ci dwumiesięczne wakacje. Jedynym warunkiem jest to, że przez cały czas ich trwania nie wyjedziesz poza wybraną przez siebie miejscowość. Które miejsce wybierzesz i dlaczego?

Zdecydowanie byłaby to Florencja, ponieważ po prostu uwielbiam to miasto. Niestety zawsze byłam tam dość krótko i nie zdążałam wszystkiego zobaczyć ;(
Przez dwa miesiące miałabym niewątpliwie bardzo dużo czasu, więc mogłabym zwiedzać ile bym chciała, a nawet miałabym chwilę na odpoczynek ;)


Piękna Florencja


2. Co byś wolał/a: stanąć na szczycie Mount Everestu, czy popłynąć na dno Rowu Mariańskiego?

Obie propozycje są bardzo ciekawe i trudno się zdecydować. Jednak gdybym miała wybierać, zdecydowałabym się na Rów Mariański. Jest w nim coś tajemniczego i niezwykłego. Myślę, że dla mnie byłoby większym przeżyciem zejść na dno, w nieprzeniknioną, tajemniczą ciemność.


3. Przegrałeś zakład i za karę musisz wstąpić do fanklubu jakieś postaci historycznej. W okolicy działają fankluby Juliusza Cezara, Winstona Churchilla i - co nie jest oczywiście przypadkiem - Sulejmana Wspaniałego. Który z nich wybierzesz?

Taki zakład szkoda by było wygrać ;) Bo co to za kara wstąpić do fanklubu jakieś postaci historycznej?
Ale wracając do pytania: wybrałabym Juliusza Cezara, bo rozpoczął nowy rozdział w historii starożytnego Rzymu. Gdyby nie on może nie byłoby nawet Cesarstwa Rzymskiego, ani dynastii julijsko-klaudyjskiej i świetnej książki Gravesa ,,Ja, Klaudiusz".
Poza tym bardzo lubię starożytność.


Juliusz Cezar


4. Gdybyś miał/a wolny wybór na którym z tych uniwersytetów chciałbyś/-abyś studiować: na Harvardzie, w Cambridge, czy na Jagiellonce?

Oczywiście chciałabym studiować na Harvardzie, ponieważ jest to najlepsza uczelnia na świecie. Niektórzy na takie pytanie patrzą przez pryzmat miejsca, w którym się uczelnia znajduje. Jednak dla mnie liczy się poziom, a nie to czy uniwersytet znajduje się w Polsce czy nie.
Swoją drogą studia na Harvardzie, MIT lub Uniwersytecie Stanforda to moje marzenie. Mam nadzieję, że w przyszłości rzeczywiście stanę przed takim wyborem jak w pytaniu.


Harvard


5. Jakie zwierzątko wybrałbyś/-abyś na stanowisko domowego pupilka, gdybyś do wyboru miał/a wszystkie poza psem i kotem?

Trafiłeś z tym pytanie (tak samo zresztą jak z poprzednim). Już dawno temu zaplanowałam, że w przyszłości będę mieć świnię. Są to jedne z najbardziej inteligentnych zwierząt, a ja wyjątkowo cenię sobie tę cechę. Poza tym to na pewno ciekawe doświadczenie, wyjść z taką świnią na spacer.



Ale nie umiałabym żyć bez kotów ;) Teraz mam trzy i na pewno zawsze będę mieć koty.


6. Z jakim politykiem zjadłbyś wystawny obiad i dlaczego?

Nie ma takiego, ponieważ obecnie żaden polityk nie sprostał moim oczekiwaniom.


7. Ludzie opracowali właśnie technikę podróży z prędkością kilkadziesiąt razy wyższą niż prędkość światła. Firmy turystyczne oferują tanie podróże w różne zakątki Układu Słonecznego i Drogi Mlecznej. Gdzie najchętniej byś się wybrał/a?

Chciałabym zobaczyć cztery księżyce Jowisza odkryte przez Galileusza, ponieważ bardzo lubię tego włoskiego naukowca. Poza tym, choć to może dość banalne, chętnie odwiedziłabym Marsa, żeby przekonać się jaka jest na żywo ,,Czerwona Planeta".
Jako fanka Star Trek'a (a przede wszystkim Spock'a) polatałabym sobie po całej galaktyce poszukując planety Vulcan.





8. Możesz wybrać dowolnego sportowca i dowolną dyscyplinę sportową, w której się z nim zmierzysz. Kogo i co wybierzesz?

Raczej nie jestem fanką sportu, nie lubię oglądać wydarzeń sportowych, ani sama się nim zajmować. W-F nie jest moją ulubioną lekcją, a aktywność fizyczna nie jest rzeczą, którą mnie cieszy. W sumie jedyna dyscyplina, która sprawia mi przyjemność to e-sport. Tak więc po prostu nie wiem kogo bym wybrała. Szczególnie, że przy moich ,,zdolnościach" sportowych każdy pojedynek poddałabym walkowerem.
Jeżeli chodzi o sport to bardziej niż wielkie gwiazdy sportu podziwiam ludzi, dla których sport jest zwycięstwem nad własnymi ograniczeniami takimi jak np. Darek Strychalski.


Cały film ,,Zwycięzca" można zobaczyć tutaj, gorąco polecam!

9. Który film spośród wszystkich, które obejrzałeś/-aś, uważasz za najlepszy?

Nie mogę wybrać jednego filmu. Najbardziej lubię filmy, książki i gry, które dają do myślenia. Mogę powiedzieć, że są dwa takie filmy, które skłoniły mnie do głębszych refleksji.
Pierwszy to ,,Ghost in the Shell" opowiadający historie agentów cyborgów z przyszłości ścigających przestępce, włamującego się do ludzkich umysłów (większość ludzi jest częściowo maszynami). Film porusza kwestie granicy między człowiekiem, a maszyną. Moim zdaniem przy obecnym postępie technologicznym będzie to wkrótce realnym problemem.



Drugim tytułem, który szczególnie zapadł mi w pamięć jest ,,Oni żyją". Film opowiada o dziwnych istotach, które opanowały ziemię. Gołym okiem nie da się ich odróżnić od zwyczajnych ludzi. Nieświadomi niczego mieszkańcy Ziemi łatwo dają się ogłupić. Film jest doskonałą metaforą dotyczącą kultury masowej, a może raczej trafną diagnozą rzeczywistości?
Warto także obejrzeć z powodu świetnej ścieżki dźwiękowej, idealnie dopasowanej do filmu oraz tekstu o gumie do żucia, ci co oglądali wiedzą o co chodzi;)





10. Co robisz, gdy nie chce ci się nic robić?

Po prostu nic ;)


11. Czy widzisz w tych pytaniach jakąś regułę? (podpowiedź: przewiń nieco w górę) ;)

Nie

Oto moi nominowani:


Pytania dla szczęśliwych nominowanych z pogranicza historii i SF:

1. Wolałabyś/ wolał pracować w NASA czy w ESA?
2. Gdyby można było przenieść się w czasie, z którym z wielkich odkrywców chciałabyś/chciałbyś odbyć podróż?
3. Jaka jest książka Twoich marzeń, którą chciałbyś mieć w domowej biblioteczce (np. rękopis Cezara, pierwsze wydanie dzieła Kopernika itp.)?
4. Jakiej postaci historycznej najbardziej nie znosisz i dlaczego?
5. Jaki serial historyczny byłby Twoim zdaniem lepszy ,,Dynastia Piastów", czy ,,Szaleństwa Sasów" (na polskim tronie oczywiście)?
6. Wolałabyś/wolałbyś mieszkać w starożytnym Rzymie, czy w starożytnej Grecji? Wybór uzasadnij.
7. Jakiego renesansowego artystę chciałabyś/chciałbyś poznać?
8. Czy uważasz, że ludzkość zmierza w stronę świata opisanego w dystopijnych książkach?
9. O jakim zawodzie marzyłaś/marzyłeś w dzieciństwie?
10. Możesz przenieść się do świata gry komputerowej, jaką grę byś wybrała/wybrał? (Jeżeli w nic nie grasz, wymyśl.)
11. Co jest straszniejsze, inwazja obcych czy zombie?

niedziela, 14 lutego 2016

Dziewczyna z hipodromu



Dzisiaj walentynki, więc wszystkim zakochanym i nie tylko życzę wszystkiego najlepszego. Dzień św. Walentego to święto miłości, dlatego dzisiejszy post będzie o kobiecie, która dzięki miłości zyskała władzę i na zawsze zapisała się w ludzkiej pamięci. Dzieje dziewczyny, która pokonała bariery społeczne, dawne zwyczaje i przeciwności. Oto historia cesarskiej pary, Justyniana i Teodory.

Teodora urodziła się około 500 roku. Wywodziła się z nizin społecznych. Jej ojciec był niedźwiednikiem, a matka tancerką cyrkową. Takie pochodzenie z pewnością nie wróżyło tak olśniewającej kariery. Mieszkała z rodzicami i dwiema siostrami w Konstantynopolu koło teatru na hipodromie.

Rekonstrukcja hipodromu i wyścigu rydwanów, który się na nim odbywał.

Jej historia rozpoczyna się wraz ze śmiercią ojca, który pozostawia małe dziewczynki i żonę bez środków do życia. Jednak matka nie poddaje się tak łatwo i chce ocalić siebie oraz córki. Razem z dziećmi poszła do teatru na hipodromie i w przewie pomiędzy wyścigami rydwanów poprosiła samego cesarza, aby zapłacił za ich utrzymanie, dzięki czemu mogłyby zostać w starym mieszkaniu.
Sześcioletnia Teodora dorastała na hipodromie, który nie był miejscem jedynie wyścigów rydwanów.
W przerwach na scenę wychodzili tancerze i inni artyści dający pokazy bogatej publiczności. Teodora także występowała, choć pokazy pantomimy często zahaczały o erotykę, choć naszej bohaterce to nie przeszkadzało. Była bardzo ładna, więc szybko stała się popularna. Wyprowadziła się z domu matki i jako droga kurtyzana wynajęła sobie apartament, a później pałac. W wieku dwudziestu lat przestała występować i zamieszkała z bogatym urzędnikiem, z którym później wyjechała do Afryki. Ten związek nie skończył się dla niej szczęśliwie, gdyż możny ,,sponsor'' ją opuścił i została bez środków do życia. Była żebraczką bez pieniędzy, na szczęście los znów się do niej uśmiechnął, oto została uratowana przez mnichów. Nauczyli ją tkactwa, dzięki czemu mogła zarobić na życie, przeżyła nawrócenie. Zebrała pieniądze, wróciła do Konstantynopola, gdzie wynajęła mieszkanie.
Tu rozpoczyna się kolejny rozdział tej historii. Teodora poznaje cesarza Justyniana, który zakochuje się w niej bez pamięci. I tak oto dziewczyna z nizin społecznych zostaje cesarzową. Teraz to ona siedzi w loży cesarskiej, przed którą wcześniej razem z matką musiała błagać o litość. Teodora nie była po prostu żoną cesarza, była władczynią państwa.  Władała nie tylko państwem, ale i Justynianem. Wszystkie dokumenty podpisywała razem z nim. Sam cesarz mówił, że decyzje podejmuje za radą małżonki.

Cesarz Justynian                                 źródło:pl.wikipedia.org           
Teodora była inteligenta, praktyczna oraz wykształcona, ale także bezwzględna. Wymagała posłuszeństwa, bano się jej bardziej od Justyniana. Po cichu usuwała swoich przeciwników i wszędzie węszyła spisek.
Jean Joseph Benjamin Constant, ,,Cesarzowa Teodora"
źródło: wikimedia.org


Cesarz wydawał pieniądze na wojny i budowle, więc ludzie zaczęli się buntować. Wybuchły zamieszki. Wściekli obywatele niszczyli Konstantynopol, na hipodromie wybrali własnego cesarza i zaczęli atakować pałac Justyniana i Teodory. Cesarz chciał uciekać wraz z doradcami, jednak Teodora postanowiła zostać i zrobić z buntownikami porządek. Kazała wojsku zablokować wszystkie wyjścia z hipodromu i zabić wszystkich ludzi znajdujących się w środku. Jej plan się udał. Zabito ok. 30 000 osób. Bunt stłumiono, Justynian pozostał cesarzem, a jego szacunek dla żony stał się jeszcze większy. Teodora będąc u władzy zapomniała o naukach mnichów. Rządziła krwawo, wiele wydawała na stroje, dwór, jedzenie, a zakochany Justynian nie żałował jej pieniędzy.

Teodora i jej dwór                                    źródło:pl.wikipedia.org





Jednak nikt nie jest nieśmiertelny i 29 czerwca 548 roku Teodora zmarła na raka. Cesarska para miała tylko jedno dziecko, które wcześnie zmarło. Justynian po śmierci ukochanej był zrozpaczony, na tronie zasiadał jeszcze 17 lat.
I tak oto kończy się historia Teodory, dziewczyny z ludu która została cesarzową. Dzięki niezwykłej urodzie i inteligencji zdobyła władzę i niezależność. A zakochany cesarz być może nigdy nie osiągnął by tak wiele gdyby nie jego małżonka, dar od Boga jak ją nazywał, ponieważ Teodora oznacza Boży dar.