Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiek XX. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiek XX. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2017

Kto buszuje w zbożu

Są takie powieści, które wywarły trwały wypływ na kulturę i społeczeństwo. ,,Buszujący w zbożu" autorstwa  J.D. Salingera jest bez wątpienia jedną z takich książek. Główny bohater stał się symbolem młodzieńczego buntu, a sama powieść wywołała wiele kontrowersji. Jest bowiem jedną z najbardziej napiętnowanych książek XX wieku, została zakazana w części Stanów Zjednoczonych, z powodu wulgarnego języka głównego bohatera, a także zachęty młodych ludzi do łamania zasad. W latach sześćdziesiątych, kilku amerykańskich nauczycieli straciło pracę za omawianie powieści na lekcjach. W dzisiejszych czasach książka nie bulwersuje już nikogo tak jak w 50 lat temu, gdy pewne zachowania, które obecnie są na porządku dziennym, były nie do pomyślenia. Jednak nawet w XXI wieku, gdy normy społeczne się zmieniły, problemy poruszane w ,,Buszującym w zbożu" są wciąż aktualne.



Akcja powieści rozgrywa się pod koniec lat czterdziestych. Główny bohater, pochodzący z zamożnej rodziny Holden Caulfield, zostaje wyrzucony z kolejnej drogiej, prywatnej szkoły, ponieważ nie zaliczył odpowiednich przedmiotów. Chłopak postanawia nie czekać, aż wiadomość o tym zdarzeniu dotrze do rodziców, więc jeszcze tej samej nocy wyjeżdża do Nowego Jorku. Na miejscu zatrzymuje się hotelu, aby uniknąć spotkania z rodzicami. I tu właściwie na dobre rozpoczyna się akcja powieści, która rozgrywa się przez kolejne kilka dni. W czasie, których Holden bez celu włóczy się po mieście, odwiedzając bary i kluby nocne, a także spotykając starych znajomych. W trakcie wędrówki cytelnik zagłębia się w przemyślenia oraz obserwacje bohatera.

Z pozoru historia zbuntowanego i niedojrzałego  chłopaka zdaje się być kolejną powieścią dla młodzieży dotyczącą dorastania. Więc na czym polega jej fenomen? W swoim geniuszu w niebanalny sposób porusza wiele problemów. Przy głębszym poznaniu Holdena zaczynamy rozumieć co stało się powodem jego frustracji. Widzimy, że od lat nie może poradzić sobie ze śmiercią ukochanego brata,  że przytłacza go świat dorosłych i próbuje uciec od niego buntując się przeciw zasadom. Sposób narracji i postać głównego bohatera sprawiają, że wchodzimy w jego świat, a jego wewnętrzny monolog jest swoistym manifestem niezgody na otaczającą codzienność, moralne kompromisy świata dorosłych, niemożność bycia sobą i przymus konwenansów. Choć wiele przemyśleń bohatera wydaje się bardzo niedojrzałych i podyktowanych gniewem, trudno odmówić słuszności części z jego obserwacji. 

,,Najbardziej powaliło mnie to, że pani siedząca obok mnie pochlipywała przez cały film, od początku do końca. Im głupsza była jakaś scena, tym bardziej paniusia płakała. Można by pomyśleć, że się tak wzruszyła, bo miała czułe serce, ale siedziałem obok niej i wiedziałem, że żadne takie. Była  z małym bachorem, który nudził się jak mops i musiał koniecznie do ubikacji, a ona nie chciała go tam zaprowadzić. Powtarzała tylko, żeby był cicho i siedział grzecznie. Serce to ona miała czułe jak wilk. Gdyby tak się przyjrzeć tym wszystkim, którzy wypłakują sobie oczy na szmirowatych filmach, okazało by się, że dziewięć na dziesięć z nich to potwory. Wcale nie żartuję."*

Powieść przeczytałam jednym tchem, zrobiła na mnie duże wrażenie.  Nie ma tam zbędnych opisów, każdy dialog i przedstawiona sytuacja idealnie wpisują się w całość opowiadanej historii. Uważam, że ,,Buszujący w zbożu" to literatura wielkiego formatu. Po pierwsze ma świetnie wykreowanego głównego bohatera. Również postaci epizodycznie pojawiające się w książce zapadają w pamięć, jak choćby drażliwy taksówkarz, czy państwo Spencer. Wszyscy ci ludzie razem z Holdenem tworzą świat, który wciąga czytelnika od pierwszej do ostatniej strony powieści. Po drugie książka opowiada o problemach każdego z nas, niezależnie od wieku. Każdy przecież czasem doświadcza ,,wkurzenia" otaczającym światem. 

"Catcher in the Rye" When I first read this book, I really didn't like it. But when I went back over it in my mind I realised how utterly brilliant it is.
źródło:pinterest.com

*,,Buszujący w zbożu" J.D. Salinger,
Przekład: Magdalena Słysz
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz S.C.
Rok wydania: 2014

piątek, 11 listopada 2016

Czytajmy klasykę - ,,Zabić drozda"

Jak już wspominałam wcześniej, chciałam wprowadzić na blogu pewne zmiany. Pierwszą, choć niewielką, możecie już zobaczyć, pojawiły się zakładki. Ponieważ piszę raz o historii, kiedy indziej recenzuję książki, czasem nawet filmy (choć teraz zamierzam to robić częściej), postanowiłam uporządkować posty tematycznie, tak by wszystko wyglądało bardziej przejrzyście. Chcę aby mój blog stał się blogiem historyczno-kulturalnym. Mam nadzieję, że te zmiany się sprawdzą i będziecie zadowoleni.

Dziś mam dla Was kolejną recenzję z cyklu ,,Czytajmy klasykę". Książki z pewnością niezwykłej, tak iż nie sposób jej zapomnieć, ,,Zabić drozda" autorstwa Harper Lee. Przyznam się, że powieść przeczytałam już przed wakacjami, a rozpoczęta recenzja w wersji roboczej czekała na swoją kolej przez kilka miesięcy. Nadszedł wreszcie czas, aby ujrzała światło dzienne. 


Okładka książki
źródło: wp.pl


Zacznijmy od tego, że jest to jedna z tych książek, które ,,trzeba przeczytać". Nie jest to bowiem jakaśtam powieść amerykańska, ale Wielka Literatura (pisana wielką literą), która do dziś oddziałuje na czytelników z całego świata. 
Historia jest opowiedziana z punktu widzenia małej dziewczynki o imieniu Jean Louise. Jednak większość osób mówi na nią Scout, to przezwisko jako pierwszy nadał jej ojciec, Atticus. Dziewczynka mieszka z bratem i  ojcem na południu Stanów Zjednoczonych w czasie lat 30. Wiodą w miarę normalne życie. Pewnego dnia Atticus, będący prawnikiem, zostaje obrońcą czarnoskórego mężczyzny. Ojciec Scout nie widzi w tym nic złego, jednak wielu osobom z jego otoczenia się to nie podoba. Główna bohaterka wraz z bratem zaczynają słyszeć obelgi pod adresem swojego ojca. Dzieci pierwszy raz spotykają się z nietolerancyjną i brutalną rzeczywistością lat 30. Wszechobecny rasizm i uprzedzenia wkraczają do ich świata.


Kadr z ekranizacji książki
źródło: filmbuk.weebly.com


Książka porusza również problem sytuacji kobiet oraz przypisywanych im społecznie ról. Ich zadaniem było spokojne siedzenie w domu, nie wychylanie się. Miały być pomocne, miłe i spokojne. Mieszkankom prowincji nie przeszkadzał taki los, nie chciały zmienić swojej sytuacji. Główna bohaterka jest inna, nie odpowiada jej taka postawa, nie ma ochoty być ,,damą" jak chce jej ciotka. Nie lubi nosić sukienek, nie znosi spokojnego siedzenia w jednym miejscu. Pragnie być niezależna. Woli pozostać Scout, niż stać się Jean Louise. Nie może zrozumieć dlaczego kobiety zgadzają się na swój los i robią to czego chce od nich reszta społeczeństwa. Ojciec dziewczynki traktuje ją tak samo jak syna, pozwala jej nosić spodnie, bawić się z chłopcami. Jednak im Scout jest starsza, tym coraz więcej osób wymaga od niej by zachowywała się tak jak na jej płeć przystało.

Moim zdaniem ,,Zabić drozda" jest bez wątpienia powieścią ponadczasową. Opowiada o podziałach, wykluczeniu, jednocześnie pokazując, że warto przestrzegać własnych zasad nie naginając się do wymagań otoczenia.
Bohaterowie nakreśleni przez autorkę są psychologicznie wiarygodni. Bardzo podobała mi się postać Scout. Uważam ją za jedną z najciekawszych postaci literackich jakie poznałam do tej pory.


wtorek, 18 października 2016

Gry jaskółek

Po dłuższej przerwie powracam do pisania. Miałam sporo innych zajęć i musiałam przemyśleć w jakiej formule chciałabym go dalej prowadzić. Są tematy, na których chciałabym skupić się bardziej, ale o tym w następnych wpisach.

Dziś przedstawiam komiks, ,,Gry jaskółek" Zainy Abirached, który wydało jedno z moich ulubionych wydawnictw, Kultura Gniewu. Nie jest to może komiks o tematyce historycznej w ścisłym znaczeniu. Jest jednak bardzo ciekawy, ze względu na poruszaną problematykę. Są to bowiem wspomnienia z dzieciństwa samej autorki.


Okładka komiksu
źródło: sklep.gildia.pl

Akcja komiksu rozgrywa się w Bejrucie, stolicy Libanu, w latach 80. W tym czasie w kraju trwa wojna domowa. Miasto jest przedzielone na pół, na część muzułmańską i chrześcijańską. Dla cywili to już nie ten sam Bejrut co dawniej. Miasto stało się znacznie mniejsze, ponieważ w niektórych miejscach snajperzy nie pozwalają się poruszać. Jednak mała Zeina nie pamięta dawnego Libanu, ponieważ urodziła się w trakcie trwania wojny. Zatem dla niej inny Liban, bez wojny, to coś na kształt baśni, opowieści o dawno minionych czasach. 



Historia przedstawiona w ,,Grach jaskółek" to kilka godzin z życia mieszkańców jednej z Bejruckich kamienic. Kiedy rodzice Zeiny wychodzą z wizytą do babci mieszkającej kilka ulic dalej, dziewczynka i jej brat zostają razem z sąsiadką w swoim mieszkaniu, a dokładnie w przedpokoju, gdyż tylko to pomieszczenie nadaje się do użytku. Wkrótce zjawiają się też inni mieszkańcy domu, ponieważ w czasie bombardowań jest to najbezpieczniejsze miejsce w całym budynku. Możemy zobaczyć jak maleńka wspólnota sąsiadów wspiera się wzajemnie i poznać krótką historię każdej z osób. 


Komiks pokazuje jak wyglądało życie zwyczajnych ludzi w czasie wojny domowej. Widzimy jak zwykłe odwiedziny u osoby mieszkającej kilka ulic dalej, przy ciągłych bombardowaniach, snajperach, a do tego praktycznym braku działających telefonów stawało się niebezpieczną, kilkugodzinną wyprawą w nieznane. Jak pomimo śmierci ukochanych osób, ludzie musieli żyć dalej, skupiając się na pomocy innym, z nadzieją że za jakiś czas wszystko wróci do normy. 

Jedna ze stron komiksu
źródło: sklep.gildia.pl

Pod względem graficznym ,,Gry jaskółek" przypominają ,,Persepolis" Marjane Satrapi. Proste czarno-białe grafiki sprawiają, że opowieść staje się niezwykle wyrazista. Atmosfera małego, ciasnego przedpokoju udziela się czytelnikowi i wciąga w mikroświatek sąsiadów tak różnych od siebie, a jednocześnie bardzo sobie bliskich. Mnie niezwykle uderzyło to, że przy pomocy kilku kadrów można ukazać całą beznadziejność i dramat sytuacji w jakiej znajdują się bohaterowie komiksu.  Oto jedna ze stron, które zrobiły na mnie największe wrażenie.


źródło: mój egzemplarz komiksu


Czy można powiedzieć, napisać coś więcej ? Kiedy się przyjrzeć, ten pozornie zwyczajny rysunek mapki jednej z miejskich uliczek, nabiera charakteru jakiejś metafizycznej opowieści o życiu człowieka. Jak banalna może być śmierć, kiedy idzie się z baniakiem po wodę lub do krewnych zaledwie na chwilę. I jak życie człowieka, który dla kogoś jest wszystkim, całym światem, dla kogoś innego jest zupełnie nic nie warte i można je zdmuchnąć jedną kulą gdzieś z dachu.  
Chociaż sam komiks nie pokazuje przyczyn i tła politycznego wojny w Libanie to jest świadectwem tego co ma miejsce w każdym konflikcie. Tragedii ofiar wojny, którymi są cywile. Ci zawsze będą przegrani. 
Zapewne teraz w Syrii jacyś ludzie siedzą w innym małym przedpokoju z nadzieją, że dożyją jutra i zobaczą słońce, a krewny, czy przyjaciel na którego czekają, po prostu gdzieś się zgubił i znajdzie się rano.

Polecam ,,Gry jaskółek", gdyż jest to jeden z tych komiksów, który  przy oszczędnej formie graficznej i treści nie epatującej okrucieństwem wojny, jest jednak bardzo wymowny i skłania czytelnika do refleksji.



,,Gry jaskółek" 

scenariusz i rysunki: Zeina Abirached
tłumaczenie: Marzena Sowa
wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania: 2014



piątek, 13 listopada 2015

Suffragium - znaczy prawo głosu

Ostatnio wybrałam się do kina na film ,,Sufrażystka" w reżyserii Sarah Gavron.  Co ciekawe w dużym multipleksie film wyświetlany przy praktycznie pustej sali, naliczyłam ok. 8 osób. Moim zdaniem film był bardzo dobry, więc skąd ten brak zainteresowania? Rozumiem, że na ekranie nie było takich atrakcji jak w filmach akcji, ale czy naprawdę kobiety nie są zainteresowane historią uzyskania przez nie pełni praw obywatelskich. Czyżby tak mało osób obchodziła ich własna historia?

Plakat filmu ,,Sufrażystka"              źródło: filmweb.pl

Film ,,Sufrażystka" opowiada historię kobiet walczących o prawa wyborcze w Wielkiej Brytanii. Jest to historia oparta częściowo na faktach historycznych. Akcja rozgrywa się w Londynie w 1912 roku. Główna bohaterka Maud Watts (Carey Mulligan), pracuje w pralni. Wyniszczająca praca ponad siły, niebezpieczeństwo utraty zdrowia w wypadku, molestowanie seksualne. To codzienność jej i wielu innych kobiet z końca XIX w. i początku XX w.

Główna bohaterka pracująca w pralni              źródło: youtube.com
Główna bohaterka ma męża oraz syna, żyje z dnia na dzień w przekonaniu o niezmienności losu jaki przypadł jej w udziale. Pewnego dnia wracając z pracy widzi kobiety rzucające w szybę kamieniami i krzyczące ,,Prawo wyborcze dla kobiet". Poprzez koleżankę z pracy Violet Miller (Anne-Marie Duff) stopniowo poznaje działalność sufrażystek  ich walkę o prawa wyborcze.  Słowo ,,sufrażystka" pochodzi od łacińskiego suffragium oznaczającego ,,prawo głosu".

Zdjęcie z filmu                  źródło: filmweb.pl

Walka o swoje prawa nie jest łatwa. Prasa kontrolowana przez rząd pisze oczerniające działaczki artykuły. Są wyszydzane przez znajomych i mężów. Ich motto to: ,,Nie słowa, a czyny". Choć tracą rodziny, wolność, są bite i poniżane, jednak nie tracą nadziei. Ich przywódczynią jest Emmeline Pankhurst (Meryl Streep), która zachęca kobiety do walki, aby nigdy się nie poddawały, żeby ich córki mogły być równe swoim braciom. Rola Meryl Streep jest jedynie małym epizodem, ale sama postać Pankhurst jest obecna przez cały film jako symbol walki o prawo wyborcze.
W filmie bardzo podobała mi się przemiana Maud, która stopniowo uświadamia sobie, że tak naprawdę nie posiada tej najważniejszej rzeczy: prawdziwej wolności.  
Zrobiła też na mnie wrażenie postać Edith Ellyn w wykonaniu Heleny Bonham Carter, jednej z moich ulubionych aktorek, która widząc beznadziejność sytuacji, zaczyna wierzyć w coraz bardziej skrajne rozwiązania. 


Filmowa pani Pankhurst przemawiająca do sufrażystek           źródło: dailymail.co.uk





Film polecam ze względu na historię, którą opowiada oraz ze względu na bardzo dobrą grę aktorską, która sprawia, że filmowe postaci są naprawdę wiarygodne.

Oto parę faktów z ,,kobiecej'' historii.

W Anglii

Kiedy weszli do pokoju, żeby powiedzieć mi dobranoc, udawałam, że śpię. Tata pochylił się nade mną i szepną smutno: ,,Jaka szkoda, że nie jesteś chłopcem!".*


Tą sceną ze swojego dzieciństwa Emmeline Pankhurst pamiętała do końca życia. To ona była jedną z kobiet, które założyły ruch brytyjskich sufrażystek. Swoją działalność kontynuowała wraz z córkami Sylvią i Christabel, walcząc o prawa wyborcze kobiet. Na początku organizowały spotkania, pisały do gazet. Niestety nie przyniosło to efektów. Zaczęły więc wychodzić na ulicę, krzyczeć i domagać się swoich prawa. Ich manifestacje zwróciły uwagę, w Anglii zaczęto się zastanawiać na prawem wyborczym dla kobiet. Trzeba przyznać, że Emmeline miała dużo szczęścia, gdyż jej mąż popierał jej działania i sam jako prawnik popierała dążenia kobiet do uzyskania praw wyborczych.

 Prawdziwa Emmeline Pankhurst
źródło: en.wikipedia.org

Sufrażystki były wielokrotnie w parlamencie, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Kiedy manifestowały na ulicach były bite i wtrącane do więzienia. W więzieniach organizowały strajki głodowe, więc karmiono je siłą przez gumowe rurki. Jak wyglądało takie karmienie możemy zobaczyć na filmie. Mimo tak złego traktowania, coraz więcej kobiet wstępowało do szeregów sufrażystek.

Sufrażstki: Annie Kenney i Christabel Pankhurst
źródło: en.wikipedia.org
  
W 1914 roku wybuchła wojna, w której udział wzięli mężczyźni. Pod ich nieobecność wszystkie obowiązki przejęły kobiety. Okazało się, że wcale nie są takie bezradne i głupiutkie jak wszyscy sądzili. W wielu sytuacjach umieją sobie świetnie poradzić. W końcu w 1918 roku kobiety w Anglii uzyskały prawa wyborcze, ale w ograniczonym zakresie. Zostało im w pełni przyznane dopiero w roku 1928.


W Polsce


Polskie Sufrażystki w Krakwie w Dzień Kobiet 1911 roku             źródło: pl.wikipedia.org


W czasie zaborów Polska utraciła niepodległość, więc głównym celem kobiet było rozpowszechnianie postawy patriotycznej. Uczyły polskiej historii, szerzyły polską kulturę i literaturę. Oprócz tego walczyły też o własne prawa do edukacji oraz pracy zawodowej. Podczas zaborów polskie kobiety robiły to w tajnych organizacjach. Na spotkaniach rozmawiały o tym co dzieje się w kraju oraz o tym jak mogłaby zmienić się ich sytuacja. Ważną postacią dla walczących o swoje prawa polskich kobiet w wieku XIX była Eliza Orzeszkowa, która w 1870 roku opublikowała książkę ,,Kilka słów o kobietach".  Oto słowa pisarki: ,,W tym jest klucz otwierający tajemnicę wyrazu: emancypacja kobiet. Nie od urojonej tyranii mężczyzn, nie od świętych i przynoszących szczęście obowiązków rodzinnego życia, nie od przyzwoitości i prostoty — ale od słabości fizycznej bardziej narzuconej niż od natury wziętej, od braku sił moralnych na samoistne i logiczne życie, od klątwy wiecznego niemowlęctwa i anielstwa, od wypatrywania z cudzej ręki kawałka powszedniego chleba, od wiecznego zamykania przed nimi dróg poważnej i użytecznej pracy, mają i winny emancypować się kobiety.'' Pełny tekst książki znajdziecie na Wolnych Lekturach tutaj.


2



Eliza Orzeszkowa                   źródło: culture.pl

Na początku  XX w. na ziemiach polskich działało ok. 20 różnych organizacji kobiecych. W  1917 roku odbył się ogólnopolski Zjazd Kobiet, aby wywalczyć dla nich prawa. W roku 28 listopada 1918 roku, dekretem Józefa Piłsudskiego, kobiety w Polsce otrzymały prawa wyborcze.


*Cytat pochodzi z książki ,,Mała książeczka o feminizmie" autorstwa Sassy Buregren.

środa, 14 października 2015

Opowieść o Rwandzie

Jak wiecie jestem fanką komiksów, między innymi historycznych. Nie mogło więc w ostatnim czasie zabraknąć na mojej liście ,,przeczytanych'' jednej z takich pozycji.
Komiks ,,Deogratias. Opowieść o Rwandzie." autorstwa Jeana-Philippe'a Stassena opowiada o ludobójstwie w Rwandzie, które miało miejsce w 1994 roku, kiedy ludność Hutu brutalnie wymordowała grupę Tutsi. Była to zbrodnia na potworną skalę, bo w ciągu zaledwie 100 dni zginęło ok. 1 000 000 osób. Łatwo policzyć, że każdego dnia mordowano średnio 10 000 ludzi, przy braku reakcji ze strony tzw. ,,cywilizowanego świata''. ONZ nie zdołał zapobiec tragedii, ani jej przerwać dostatecznie szybko.
,,Deogratias" nie pokazuje tych zdarzeń w zwykły sposób. Z komiksu nie dowiemy się o wielu faktach i szczegółach historycznych. Autor skupił się na losach jednostki wobec dramatycznych wydarzeń.


Okładka komiksu
Głównym bohaterem komiksu jest młody chłopak, tytułowy Deogratias należący do plemienia Hutu. Już samo jego imię oznaczające ,,dzięki Bogu'' sprawia, że opowieść nabiera dodatkowego znaczenia. Historię Deogratiasa autor przedstawił w sposób niezwykły, dawkując napięcie. W narracji teraźniejszość przeplata się z wydarzeniami z przeszłości. Raz widzimy zwykłego chłopaka o problemach przeciętnego nastolatka, za chwilę obserwujemy jego osobę po masakrze, do której sam przyłożył rękę. 
Jedna ze stron komiksu

Przed tragedią Deogratias mieszkał w Rwandzie, pomagając misjonarzom. Wielu jego znajomych należało do plemienia Tutsi, np. jego koleżanki z którymi codziennie spędzał dużo czasu. Jednak z każdą chwilą napięcie rosło. Cały czas w radiu, wśród ludzi, a nawet w szkole było słychać i czuć wzrastającą nienawiść. Wszystko zmierzało nieuchronnie ku tragedii, która pociągnęła za sobą wiele ofiar.

Komiks ,,Deogratias" to tak naprawdę traktat moralny, zadający pytanie gdzie są granice człowieczeństwa i jak bardzo można się upodlić. Choć fabuła jest osadzona w Rwandzie, ta opowieść mogła by się wydarzyć podczas każdej wojny: na Wołyniu, w żydowskim getcie, wszędzie. Ważną kwestią poruszoną przez autora jest rola ludzkiego sumienia.

,,Deogratias. Opowieść o Rwandzie" skłania do przemyśleń i zastanowienia się nad najnowszą historią. Naprawdę warto przeczytać.

niedziela, 13 września 2015

Martwa, a jednak wciąż żywa - Czytajmy klasykę

,,Gdy tak stałam w milczeniu, bez ruchu, mogłabym przysiąc, że dom nie jest pustą skorupą, lecz żyje dawnym życiem."
Dziś klasyka z 1938 roku w licznych opisach tej książki przeczytamy, że to powieść grozy. Ale niech nie lękają się Ci, którzy tego gatunku nie lubią. Powieść ,,Rebeka" Daphne du Maurier nie jest przerażająca w taki sposób jak nowości filmowe z rodzaju horrorów. To książka mroczna, wywołująca wewnętrzny niepokój, siła tkwi w atmosferze wykreowanej przez autorkę. U mnie wywołała przeróżne emocje i na pewno pozostawiła po sobie ślad w mojej pamięci. Z resztą musi być niezwykła skoro przeniósł ją na srebrny kran sam Alfred Hitchcock, a odwoływał się do niej Stephen King w swoim ,,Worku kości''.

Okładka książki

Akcja rozgrywa się w latach 30. Historia rozpoczyna się w Monte Carlo, gdzie antypatyczna pani van Hopper spędza wakacje ze swoją damą do towarzystwa, młodą dziewczyną. Owa dziewczyna to główna bohaterka i narratorka, jej imienia nie poznajemy do końca powieści. Nie lubi swojej pracodawczyni, ale z powodów finansowych musi znosić jej osobę. Pewnego dnia w hotelu poznaje sporo starszego od siebie, bogatego wdowca, Maxima de Wintera. Zaczynają się codziennie spotykać, jeździć na przejażdżki jego samochodem. Dziewczyna bardzo polubiła nowego znajomego, dlatego jest bardzo smutna gdy pani van Hopper postanawia opuścić Monte Carlo. Zrozpaczona idzie pożegnać się z Maximem, wtedy ten się jej oświadcza, a ona go przyjmuje. Wydaje się, że po tak wielkiej zmianie pozycji, życie dziewczyny stanie się bajką. Nic podobnego! 
Po udanej podróży poślubnej młoda para przybywa do Manderley, posiadłości należącej do Maxima. Mimo, iż wspaniała rezydencja jest teraz domem naszej bohaterki, dziewczyna nie umie odnaleźć się w nowej sytuacji. Brak jej ogłady i obycia prawdziwej damy, nie potrafi obchodzić się ze służbą, a upiorna gospodyni, pani Danvers uważa ją za swojego największego wroga, zaś ona śmiertelnie się jej boi. Całe nieszczęście bierze się z tego, że jest drugą panią de Winter, przed nią to miejsce zajmowała inna, ta pierwsza. Była to tytułowa Rebeka, która zmarła tragicznie, utonęła. 

Manderley z filmu Alfreda Hichcocka z 1940 roku

Poprzednia pani na Manderley od jakiegoś czasu nie żyje, ale czy odeszła naprawdę? Ta nowa na każdym kroku czuje jej obecność. Dziewczyna zaczyna wątpić w siebie i uważać, że nie jest dobrą żoną dla pana de Wintera, nie tak doskonałą jak Rebeka. Choć bardzo kocha swojego męża, cały czas ma wrażenie, że on nie może zapomnieć o zmarłej. Ona była prawdziwą pięknością, wspaniałą żoną i wielką damą. Idealnie zarządzała domem, organizowała wspaniałe przyjęcia, z których słynęło Manderley. Była ulubienicą pani Danvers, która nie może pogodzić się z jej śmiercią. Dlatego nienawidzi nowej pani de Winter, której cały czas stara się udowodnić jak niewiele jest warta. Wmawia dziewczynie, że Maxim był naprawdę szczęśliwy tylko z Rebeką i jedynie ona umiała zająć się wszystkimi sprawami w Manderley. Rebeka zdaje się roztaczać jakąś magiczną władzę nad posiadłością i jej mieszkańcami, ta obecność prześladuje dziewczynę w każdym zakątku posiadłości. ,,Rebeka, zawsze Rebeka! Dokądkolwiek bym poszła, gdziekolwiek bym usiadła, nawet w moich myślach i moich snach spotykam Rebekę." 
Bohaterka nieustannie porównuje się do poprzedniczki. 


Plakat filmowy

Książka jest naprawdę bardzo wciągająca. Ja prawie cały dzień i noc poświęciłam na jej przeczytanie, ponieważ po prostu nie mogłam się od niej oderwać. Jeśli tylko przerwałam lekturę, ,,Rebeka'' była wciąż obecna w moich myślach. Atmosfera i czar Manderley działają!
Mroczny klimat książki naprawdę przypadł mi do gustu. Tajemnicza śmierć Rebeki, ciemne korytarze i pokoje posiadłości oraz żywa pamięć o nieżyjącej pierwszej pani de Winter, tworzą niezwykłą historię. Oczywiście urzekli mnie też bohaterowi powieści, upiorna ogarnięta obsesesją pani Danvers, zagadkowy pan de Winter, idealna Rebeka oraz główna bohaterka, która nie potrafi zapomnieć o swojej poprzedniczce i odnaleźć się w nowym świecie, bardzo zakochana w Maximie.
,,Rebekę" polecam wszystkim, nawet tym którzy historii z dreszczykiem nie lubią, nie jest typowa powieść grozy, a raczej coś w stylu thrillera psychologicznego. 

Rebeka 
autor: Daphne du Maurier
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tłumaczenie: Eleonora Romanowicz-Podolska
rok wydania: 1997
liczba stron: 427


sobota, 11 lipca 2015

Czytajmy klasykę - 451 stopni Fahrenheita

,,451° Fahrenheita" to jedna z moich ulubionych książek, zaliczana do klasyki literatury.
Czytając nie sposób się oprzeć wrażeniu, że jest to prorocza wizja. Autor książki, Ray Bradbury idealnie opisał do czego zmierza ludzkość.
Przedstawił to tak dobrze, że w niektórych szkołach w Stanach Zjednoczonych została wycofana z listy
lektur!
O czym jest ta książka? Jest to powieść o zagładzie kultury i o paleniu książek.
Palenie książek miało niejednokrotnie miejsce w historii. Tępiono w ten sposób wywrotowe myśli.
Historycznym przykładem palenia książek są Ogniska Próżności. Miały miejsce w 1497 roku we
Florencji. Charyzmatyczny mnich Girolamo Savonarola nakłonił mieszkańców do spalenia tysięcy
dzieł sztuki, drogocennej biżuterii i książek. Dlaczego? To był złoty okres w historii Florencji.
Miastem rządził słynny przedstawiciel rodu Medyceuszy, Wawrzynie Wspaniały. Najsłynniejsi
artyści epoki renesansu tworzyli właśnie tutaj. Florencja była bogata, na dworze Wawrzyńca
urządzano wspaniałe przyjęcia. To wszystko Savonarola uznał za rozpustę. Stwierdził, że należy się
pozbyć kosztowności i pogańskich dzieł sztuki. Słynne dzieła Botticelli'ego o tematyce mitologicznej
prawie zostały zniszczone, na jednym ze stosów, które płonęły na ulicach. Po domach krążyły bojówki 
wywlekając zakazane przedmioty. Jednak Savonarola zaczął działać wszystkim na nerwy, 
nawet samemu papieżowi Aleksandrowi VI. Wkrótce we Florencji powstał nowy stos, tym razem dla
Savonaroli.
W XX wieku naziści również przystąpili do niszczenia książek i sztuki, które nie były zgodne z ich
ideologią. Na stosach zapłonęły tysiące ,,nieprawomyślnych'' książek, zorganizowano też wystawę tzw.
,,sztuki zdegenerowanej".
Naziści palą książki. 1933 rok.

Ray Bradbury w swojej powieści przedstawia świat, gdzie władza  skutecznie  manipuluje
społeczeństwem. To jest ponura wizja.

Okładka książki*

Akcja książki rozgrywa się w przyszłości. Nie ma już czegoś takiego jak kultura lub sztuka. Ludziom
 nie grożą już pożary, ponieważ do domy stały się ognioodporne. Jednak zawód strażaka nadal istnieje. 
Czym się teraz zajmują, skoro nie trzeba już gasić ognia? Palą książki! Ich czytanie i posiadanie jest 
zakazane. Dostępne są tylko niektóre, zredukowane do jednej strony lub kilku zdań. Dzięki lekturze 
ludzie zaczęliby myśleć, przeżywać dylematy i rozterki. Mogliby chcieć mieć wpływ na rzeczywistość.
To tylko utrudnia życie, nie warto więc marnować czasu na niepokój oraz smutek. Liczy się przede
wszystkim rozrywka i zabawa. W domach całe ściany stały się ekranami telewizyjnymi. Ludzie 
większość wolnego czasu spędzają właśnie przed nimi. Nadawane są głupawe hałaśliwe programy. 
Najpopularniejszym jest ,,Rodzinka", w której widz może wziąć czynny udział. Nawet Jezus
Chrystus stał się częścią tego telewizyjnego show reklamując przedmioty, które powinien posiadać
każdy chrześcijanin.
Głównym bohaterem powieści jest strażak, Guy Montag. Ma żonę, pracę, wiedzie spokojne życie.
Jednak pewnego dnia poznaje dziewczynę z sąsiedztwa, która zadaje mu pytanie: ,,Czy jest pan
szczęśliwy?". To zmienia jego spojrzenie na świat. Zaczyna się zastanawiać co takiego kryje się w
książkach, które niszczy.

Czytając ,,451° Fahrenheita" czytelnik zadaje sobie pytanie: do czego zmierza dzisiejszy świat?
Powstaje coraz więcej programów rozrywkowych. Każdy głupszy od poprzedniego. Czy już niedługo 
gwiazdy zamiast skakać do wody, będą jeść swoje odchody? Poziom czytelnictwa spada. Często 
bestselerami sprzedawanymi w milionach egzemplarzy stają się odmóżdżacze. Kultura i sztuka stają
się mało ważne liczy się dobra zabawa, a nie to czy cokolwiek wiemy. Czy to się bardzo różni od
rzeczywistości z ,,451° Fahrenheita"?

Myśląc o tej książce człowiek odczuwa niepokój, ale to właśnie jej wielka zaleta. Ja najbardziej lubię 
takie lektury, które dają do myślenia znacznie dłużej nie tylko pięć minut po przeczytaniu.

* Ray Bradbury ,,451° Fahrenheita"
   Przekład: Iwona Michałowska
   Wydawnictwo: Solaris




niedziela, 28 czerwca 2015

Dzięki Panie Gutenberg!

W końcu nastały te długo oczekiwane dni wakacji. W sumie niezbyt upalne, ale upragnione. Możemy je wykorzystać na wiele różnych sposobów. Ja na przykład proponuje zwiedzanie. W tym roku moim celem będzie Dolny Śląsk i województwo Świętokrzyskie.
Ale na razie jeszcze nigdzie nie wyjechałam, więc wakacje zaczęłam wizytą w moim lokalnym antykwariacie. Jak to często w takich miejscach się zdarza, kupiłam książki. Konkretnie dwa polsko-niemieckie słowniki, a raczej słowniczki, bo obydwa mieszczą się na dłoni. Pochodzą z lat trzydziestych lub dwudziestych ubiegłego wieku, z serii minisłowników ,,Liliputów" wydanej przez niemieckie wydawnictwo Schmidt & Günther. Patrząc na te stare, prawie stuletnie książeczki, zastanawiam się do kogo wcześniej należały. Urzekła mnie ich tajemnica. Może skorzystał z nich kiedyś jakiś uczeń lub uczennica? Może przydały się w czasie okupacji? Czy uratowały komuś życie? Ile osób używało ich przez prawie sto lat?

Moje słowniczki ,,Liliputy"
Jak powszechnie wiadomo w wakacje można też poczytać. Tyle wolnego czasu, który dobrze poświęcić na zanurzenie się w lekturze [oczywiście nie tylko słowników ;)]. Jedni wolą książki papierowe, inni elektronicznie.  Dzisiaj istnieje wiele nowoczesnych sposobów czytania książek. Może nam się wydawać, że takie czytelnicze urozmaicenia nadeszły dopiero w XXI wieku. Jednak innowacyjne sposoby pomagające zgłębiać treści lektur były wymyślane już w średniowieczu. Oto jeden z przykładów wykorzystania ówczesnej ,,czytelniczej nowoczesnej techniki".
I jak to zazwyczaj bywa, jeden czyta (w tym przypadku wykorzystując książkową karuzele), a drugi odpoczywa ;)
Karuzela książkowa była takim fajnym średniowiecznym gadżetem. Dzięki takiemu urządzeniu czytelnik mógł zgłębiać kilka książek jednocześnie, wystarczyło powoli pokręcić taką karuzelą. Co ze względu na duży rozmiar i wagę lektur było sporym udogodnieniem. Ciekawy sposób. Choć patrząc na tamte czasy można stwierdzić, że już sama kosztowna książka była luksusowym gadżetem. W końcu tak niewiele osób było na nią stać, a jeszcze mniej umiało czytać. Właśnie dla nie umiejących czytać posiadanie książki było posiadaniem gadżetu.
Może i innowacyjne techniki pomagały w czytaniu, ale do nowoczesnego procesu tworzenia książek trzeba było jeszcze poczekać. Tutaj wciąż potrzebni byli mnisi, którzy w pocie czoła przepisywali opasłe tomiszcza. Dlatego to co dziś możemy kupić czasem nawet za kilka złotych, setki lat temu było tak kosztowne i cenne. Książka była klejnotem.

Wtedy pojawił się Jan Gutenberg założył w 1448 drukarnię w Moguncji i wszystko się zaczęło na dobre. Reformacja, edukacja, postęp to wszystko sprawka Mistrza Jana.*

Prasa Gutenberga

* W Polsce możemy zobaczyć oryginalną Biblię Gutenberga w Muzeum Diecezjalnym w Pelplinie.