Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2017

Kto buszuje w zbożu

Są takie powieści, które wywarły trwały wypływ na kulturę i społeczeństwo. ,,Buszujący w zbożu" autorstwa  J.D. Salingera jest bez wątpienia jedną z takich książek. Główny bohater stał się symbolem młodzieńczego buntu, a sama powieść wywołała wiele kontrowersji. Jest bowiem jedną z najbardziej napiętnowanych książek XX wieku, została zakazana w części Stanów Zjednoczonych, z powodu wulgarnego języka głównego bohatera, a także zachęty młodych ludzi do łamania zasad. W latach sześćdziesiątych, kilku amerykańskich nauczycieli straciło pracę za omawianie powieści na lekcjach. W dzisiejszych czasach książka nie bulwersuje już nikogo tak jak w 50 lat temu, gdy pewne zachowania, które obecnie są na porządku dziennym, były nie do pomyślenia. Jednak nawet w XXI wieku, gdy normy społeczne się zmieniły, problemy poruszane w ,,Buszującym w zbożu" są wciąż aktualne.



Akcja powieści rozgrywa się pod koniec lat czterdziestych. Główny bohater, pochodzący z zamożnej rodziny Holden Caulfield, zostaje wyrzucony z kolejnej drogiej, prywatnej szkoły, ponieważ nie zaliczył odpowiednich przedmiotów. Chłopak postanawia nie czekać, aż wiadomość o tym zdarzeniu dotrze do rodziców, więc jeszcze tej samej nocy wyjeżdża do Nowego Jorku. Na miejscu zatrzymuje się hotelu, aby uniknąć spotkania z rodzicami. I tu właściwie na dobre rozpoczyna się akcja powieści, która rozgrywa się przez kolejne kilka dni. W czasie, których Holden bez celu włóczy się po mieście, odwiedzając bary i kluby nocne, a także spotykając starych znajomych. W trakcie wędrówki cytelnik zagłębia się w przemyślenia oraz obserwacje bohatera.

Z pozoru historia zbuntowanego i niedojrzałego  chłopaka zdaje się być kolejną powieścią dla młodzieży dotyczącą dorastania. Więc na czym polega jej fenomen? W swoim geniuszu w niebanalny sposób porusza wiele problemów. Przy głębszym poznaniu Holdena zaczynamy rozumieć co stało się powodem jego frustracji. Widzimy, że od lat nie może poradzić sobie ze śmiercią ukochanego brata,  że przytłacza go świat dorosłych i próbuje uciec od niego buntując się przeciw zasadom. Sposób narracji i postać głównego bohatera sprawiają, że wchodzimy w jego świat, a jego wewnętrzny monolog jest swoistym manifestem niezgody na otaczającą codzienność, moralne kompromisy świata dorosłych, niemożność bycia sobą i przymus konwenansów. Choć wiele przemyśleń bohatera wydaje się bardzo niedojrzałych i podyktowanych gniewem, trudno odmówić słuszności części z jego obserwacji. 

,,Najbardziej powaliło mnie to, że pani siedząca obok mnie pochlipywała przez cały film, od początku do końca. Im głupsza była jakaś scena, tym bardziej paniusia płakała. Można by pomyśleć, że się tak wzruszyła, bo miała czułe serce, ale siedziałem obok niej i wiedziałem, że żadne takie. Była  z małym bachorem, który nudził się jak mops i musiał koniecznie do ubikacji, a ona nie chciała go tam zaprowadzić. Powtarzała tylko, żeby był cicho i siedział grzecznie. Serce to ona miała czułe jak wilk. Gdyby tak się przyjrzeć tym wszystkim, którzy wypłakują sobie oczy na szmirowatych filmach, okazało by się, że dziewięć na dziesięć z nich to potwory. Wcale nie żartuję."*

Powieść przeczytałam jednym tchem, zrobiła na mnie duże wrażenie.  Nie ma tam zbędnych opisów, każdy dialog i przedstawiona sytuacja idealnie wpisują się w całość opowiadanej historii. Uważam, że ,,Buszujący w zbożu" to literatura wielkiego formatu. Po pierwsze ma świetnie wykreowanego głównego bohatera. Również postaci epizodycznie pojawiające się w książce zapadają w pamięć, jak choćby drażliwy taksówkarz, czy państwo Spencer. Wszyscy ci ludzie razem z Holdenem tworzą świat, który wciąga czytelnika od pierwszej do ostatniej strony powieści. Po drugie książka opowiada o problemach każdego z nas, niezależnie od wieku. Każdy przecież czasem doświadcza ,,wkurzenia" otaczającym światem. 

"Catcher in the Rye" When I first read this book, I really didn't like it. But when I went back over it in my mind I realised how utterly brilliant it is.
źródło:pinterest.com

*,,Buszujący w zbożu" J.D. Salinger,
Przekład: Magdalena Słysz
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz S.C.
Rok wydania: 2014

piątek, 11 listopada 2016

Czytajmy klasykę - ,,Zabić drozda"

Jak już wspominałam wcześniej, chciałam wprowadzić na blogu pewne zmiany. Pierwszą, choć niewielką, możecie już zobaczyć, pojawiły się zakładki. Ponieważ piszę raz o historii, kiedy indziej recenzuję książki, czasem nawet filmy (choć teraz zamierzam to robić częściej), postanowiłam uporządkować posty tematycznie, tak by wszystko wyglądało bardziej przejrzyście. Chcę aby mój blog stał się blogiem historyczno-kulturalnym. Mam nadzieję, że te zmiany się sprawdzą i będziecie zadowoleni.

Dziś mam dla Was kolejną recenzję z cyklu ,,Czytajmy klasykę". Książki z pewnością niezwykłej, tak iż nie sposób jej zapomnieć, ,,Zabić drozda" autorstwa Harper Lee. Przyznam się, że powieść przeczytałam już przed wakacjami, a rozpoczęta recenzja w wersji roboczej czekała na swoją kolej przez kilka miesięcy. Nadszedł wreszcie czas, aby ujrzała światło dzienne. 


Okładka książki
źródło: wp.pl


Zacznijmy od tego, że jest to jedna z tych książek, które ,,trzeba przeczytać". Nie jest to bowiem jakaśtam powieść amerykańska, ale Wielka Literatura (pisana wielką literą), która do dziś oddziałuje na czytelników z całego świata. 
Historia jest opowiedziana z punktu widzenia małej dziewczynki o imieniu Jean Louise. Jednak większość osób mówi na nią Scout, to przezwisko jako pierwszy nadał jej ojciec, Atticus. Dziewczynka mieszka z bratem i  ojcem na południu Stanów Zjednoczonych w czasie lat 30. Wiodą w miarę normalne życie. Pewnego dnia Atticus, będący prawnikiem, zostaje obrońcą czarnoskórego mężczyzny. Ojciec Scout nie widzi w tym nic złego, jednak wielu osobom z jego otoczenia się to nie podoba. Główna bohaterka wraz z bratem zaczynają słyszeć obelgi pod adresem swojego ojca. Dzieci pierwszy raz spotykają się z nietolerancyjną i brutalną rzeczywistością lat 30. Wszechobecny rasizm i uprzedzenia wkraczają do ich świata.


Kadr z ekranizacji książki
źródło: filmbuk.weebly.com


Książka porusza również problem sytuacji kobiet oraz przypisywanych im społecznie ról. Ich zadaniem było spokojne siedzenie w domu, nie wychylanie się. Miały być pomocne, miłe i spokojne. Mieszkankom prowincji nie przeszkadzał taki los, nie chciały zmienić swojej sytuacji. Główna bohaterka jest inna, nie odpowiada jej taka postawa, nie ma ochoty być ,,damą" jak chce jej ciotka. Nie lubi nosić sukienek, nie znosi spokojnego siedzenia w jednym miejscu. Pragnie być niezależna. Woli pozostać Scout, niż stać się Jean Louise. Nie może zrozumieć dlaczego kobiety zgadzają się na swój los i robią to czego chce od nich reszta społeczeństwa. Ojciec dziewczynki traktuje ją tak samo jak syna, pozwala jej nosić spodnie, bawić się z chłopcami. Jednak im Scout jest starsza, tym coraz więcej osób wymaga od niej by zachowywała się tak jak na jej płeć przystało.

Moim zdaniem ,,Zabić drozda" jest bez wątpienia powieścią ponadczasową. Opowiada o podziałach, wykluczeniu, jednocześnie pokazując, że warto przestrzegać własnych zasad nie naginając się do wymagań otoczenia.
Bohaterowie nakreśleni przez autorkę są psychologicznie wiarygodni. Bardzo podobała mi się postać Scout. Uważam ją za jedną z najciekawszych postaci literackich jakie poznałam do tej pory.


sobota, 13 czerwca 2015

Dziewczyna z teleskopem


Ostatnio byłam po raz kolejny na wykładach w Planetarium przy Centrum Nauki Kopernik. Najnowszy wykład dotyczył teleskopów, a konkretnie właśnie powstającego Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu Europejskiego (European Extremely Large Telescope), w skrócie E-ELT. Nazwa niezbyt lotna, ale urządzenie powstające na pustyni Atacama będzie największe na świecie. Większy od teleskopów amerykańskich, co dla nas Europejczyków może być powodem do dumy. Polska od października 2014  roku jest członkiem Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO).
Tak będzie wyglądał nasz europejski teleskop. Źródło: http://pl.wikipedia.org/

Cała ta sprawa z teleskopami przypomniała mi, że kiedyś natknęłam się na ciekawą historię pewnej amerykańskiej dziewczyny.
Maria Mitchell urodziła się na wyspie  Nantucket, 1 sierpnia 1818 roku, w rodzinie Kwakrów. Była trzecim dzieckiem Lidii Coleman i Wiliama Mitchella. Od najmłodszych lat fascynowała ją nauka. Jej ojciec był odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa wielorybnikom, sprawdzał chronometry i inne przyrządy na pokładach statków. Małą Marię bardzo interesowała praca ojca, dlatego już kiedy miała 12 lat stała się jego oficjalnym pomocnikiem. Jako trzynastolatka wraz z rodziną zaobserwowała zaćmienie Słońca, policzyła ile czasu trwało i na tej podstawie obliczyła na jakiej długości geograficznej znajduje się jej dom.

Wiliam Mitchell był również nauczycielem. Najpierw jego dzieci uczęszczały do publicznej szkoły, w której pracował. Później założył własną, prywatną gdzie zaczęła uczęszczać spora gromadka potomstwa. Na dodatek matka Marii była bibliotekarką, dzięki temu dziewczynka mogła poświęcić na zgłębianie wiedzy z książek całe dzieciństwo.
Młoda panienka Mitchell niezwykle uzdolniona, dzięki swym talentom w dziedzinach matematyki i astronomii znalazła innych mentorów i nauczycieli. Dostrzegli jej talent. Jeden dał jej 100 dolarów na zakup potrzebnych do nauki książek, inny pomógł jej zdobyć teleskop!
Pokochała edukacje i w wieku szesnastu lat została asystentką nauczyciela w szkole swojego ojca. Później objęła posadę bibliotekarki w rodzinnej miejscowości. Biblioteka działała w określonych godzinach, dlatego Maria miała dużo czasu aby się dokształcać m.in:. w dziedzinie fizyki. Wkrótce rodzina Mitchell przeprowadziła się do centrum miasta.
Każdej nocy Maria wchodziła na dach Banku Narodowego, aby obserwować niebo. Pierwszego października 1847 roku opuściła rodzinne przyjęcie, żeby móc spędzić wieczór z teleskopem. Na pewno nie spodziewała się, że to zmieni jej życie. Tej nocy zobaczyła na niebie obiekt, którego nie widziała wcześniej, ale podejrzewała czym może być. Pobiegła do ojca powiedzieć, że zaobserwowała kometę. William Mitchell napisał do swojego przyjaciela, dyrektora obserwatorium Uniwersytetu Harvard o prawdopodobnym odkryciu swojej córki. Odpisał mu prezes uczelni, informując że Maria może się starać o złoty medal od króla Danii. Fryderyk VI obiecał taką nagrodę pierwszej osobie, która zaobserwuje nową kometę przez teleskop. Po ponad roku starań Maria dostała w swoje ręce cenny złoty medal.
Dzięki swojemu odkryciu została pierwszą kobietą- członkiem American Academy of Arts and Science. Jej ojciec już wcześniej stał się jej członkiem. Teraz panna Mitchell była znanym astronomem.
Największym marzeniem Marii było zwiedzenie Europy. Latami odkładała swoją skromną pensję na ten cel. Zatrudniła się nawet jako opiekunka córki pewnego bankiera by móc wybrać się razem z nią w podróż. Odwiedziła obserwatoria w Anglii, Francji, Włoszech. Udało jej się nawet uzyskać zgodę na odwiedzenie Watykańskiego Obserwatorium. Co nie było takie proste, gdyż była kobietą. Ojciec Angelo Secchi, który tam pracował był pionierem w dziedzinie fotografowania ciał niebieskich.
Latem 1858 roku wróciła do Nantucket. W 1861 roku zmarła matka Marii. Po tym zdarzeniu przeprowadziła się z ojcem do Lynn.
Los jednak się do niej uśmiechnął, już po czterech latach w 1865 roku została pierwszym profesorem astronomii w Vassar Collage. Uczelnię tę  założył Matthew Vassar w 1861 roku, jako collage dla kobiet, aby mogły kontynuować edukację. Była to jedna z pierwszych szkół dla kobiet, które nie mogły studiować razem z mężczyznami. Matthew Vassar zachwycił się osiągnięciami Marii, uznał że powinna być wzorem dla jego uczennic. Panna Mitchell została pierwszym profesorem poproszonym o prace w Vassar Collage. Po oficjalnym otwarciu w 1865 zamieszkała wraz z ojcem w uczelnianym obserwatorium.

Maria i jej ojciec. Źródło: http://digitallibrary.vassar.edu/
Dla studentek Maria nie była tylko nauczycielką. ale też mentorką i wzorem do naśladowania. Edukacja dziewcząt zawsze była dla niej tematem ważnym. Gdy w 1873 odwiedziła Sankt Petersburg, była poruszona tym jak wiele dziewcząt ma tam dostęp do edukacji w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych.

Maria i  jej klasa astronomii w 1866 roku. Źródło: http://digitallibrary.vassar.edu/
Maria do 1888 roku pracowała w Vassar Collage. Choroba zmusiła ją do odejścia mimo próśb studentek. Wróciła do Lynn by zamieszkać w domu siostry, rok później zmarła. Została pochowana na cmentarzu w Nantucket obok rodziców.
Od roku 1902 w Nantucket istnieje stowarzyszenie imienia Marii Mitchell (Maria Mitchell Association), które zajmuje się propagowaniem nauki i spuścizny po pierwszej amerykańskiej zawodowej astronomce. Stowarzyszenie prowadzi obserwatorium jej imienia.  Na cześć Marii nazwano krater na księżycu, planetoidę i amerykański okręt wojenny.