niedziela, 13 września 2015

Martwa, a jednak wciąż żywa - Czytajmy klasykę

,,Gdy tak stałam w milczeniu, bez ruchu, mogłabym przysiąc, że dom nie jest pustą skorupą, lecz żyje dawnym życiem."
Dziś klasyka z 1938 roku w licznych opisach tej książki przeczytamy, że to powieść grozy. Ale niech nie lękają się Ci, którzy tego gatunku nie lubią. Powieść ,,Rebeka" Daphne du Maurier nie jest przerażająca w taki sposób jak nowości filmowe z rodzaju horrorów. To książka mroczna, wywołująca wewnętrzny niepokój, siła tkwi w atmosferze wykreowanej przez autorkę. U mnie wywołała przeróżne emocje i na pewno pozostawiła po sobie ślad w mojej pamięci. Z resztą musi być niezwykła skoro przeniósł ją na srebrny kran sam Alfred Hitchcock, a odwoływał się do niej Stephen King w swoim ,,Worku kości''.

Okładka książki

Akcja rozgrywa się w latach 30. Historia rozpoczyna się w Monte Carlo, gdzie antypatyczna pani van Hopper spędza wakacje ze swoją damą do towarzystwa, młodą dziewczyną. Owa dziewczyna to główna bohaterka i narratorka, jej imienia nie poznajemy do końca powieści. Nie lubi swojej pracodawczyni, ale z powodów finansowych musi znosić jej osobę. Pewnego dnia w hotelu poznaje sporo starszego od siebie, bogatego wdowca, Maxima de Wintera. Zaczynają się codziennie spotykać, jeździć na przejażdżki jego samochodem. Dziewczyna bardzo polubiła nowego znajomego, dlatego jest bardzo smutna gdy pani van Hopper postanawia opuścić Monte Carlo. Zrozpaczona idzie pożegnać się z Maximem, wtedy ten się jej oświadcza, a ona go przyjmuje. Wydaje się, że po tak wielkiej zmianie pozycji, życie dziewczyny stanie się bajką. Nic podobnego! 
Po udanej podróży poślubnej młoda para przybywa do Manderley, posiadłości należącej do Maxima. Mimo, iż wspaniała rezydencja jest teraz domem naszej bohaterki, dziewczyna nie umie odnaleźć się w nowej sytuacji. Brak jej ogłady i obycia prawdziwej damy, nie potrafi obchodzić się ze służbą, a upiorna gospodyni, pani Danvers uważa ją za swojego największego wroga, zaś ona śmiertelnie się jej boi. Całe nieszczęście bierze się z tego, że jest drugą panią de Winter, przed nią to miejsce zajmowała inna, ta pierwsza. Była to tytułowa Rebeka, która zmarła tragicznie, utonęła. 

Manderley z filmu Alfreda Hichcocka z 1940 roku

Poprzednia pani na Manderley od jakiegoś czasu nie żyje, ale czy odeszła naprawdę? Ta nowa na każdym kroku czuje jej obecność. Dziewczyna zaczyna wątpić w siebie i uważać, że nie jest dobrą żoną dla pana de Wintera, nie tak doskonałą jak Rebeka. Choć bardzo kocha swojego męża, cały czas ma wrażenie, że on nie może zapomnieć o zmarłej. Ona była prawdziwą pięknością, wspaniałą żoną i wielką damą. Idealnie zarządzała domem, organizowała wspaniałe przyjęcia, z których słynęło Manderley. Była ulubienicą pani Danvers, która nie może pogodzić się z jej śmiercią. Dlatego nienawidzi nowej pani de Winter, której cały czas stara się udowodnić jak niewiele jest warta. Wmawia dziewczynie, że Maxim był naprawdę szczęśliwy tylko z Rebeką i jedynie ona umiała zająć się wszystkimi sprawami w Manderley. Rebeka zdaje się roztaczać jakąś magiczną władzę nad posiadłością i jej mieszkańcami, ta obecność prześladuje dziewczynę w każdym zakątku posiadłości. ,,Rebeka, zawsze Rebeka! Dokądkolwiek bym poszła, gdziekolwiek bym usiadła, nawet w moich myślach i moich snach spotykam Rebekę." 
Bohaterka nieustannie porównuje się do poprzedniczki. 


Plakat filmowy

Książka jest naprawdę bardzo wciągająca. Ja prawie cały dzień i noc poświęciłam na jej przeczytanie, ponieważ po prostu nie mogłam się od niej oderwać. Jeśli tylko przerwałam lekturę, ,,Rebeka'' była wciąż obecna w moich myślach. Atmosfera i czar Manderley działają!
Mroczny klimat książki naprawdę przypadł mi do gustu. Tajemnicza śmierć Rebeki, ciemne korytarze i pokoje posiadłości oraz żywa pamięć o nieżyjącej pierwszej pani de Winter, tworzą niezwykłą historię. Oczywiście urzekli mnie też bohaterowi powieści, upiorna ogarnięta obsesesją pani Danvers, zagadkowy pan de Winter, idealna Rebeka oraz główna bohaterka, która nie potrafi zapomnieć o swojej poprzedniczce i odnaleźć się w nowym świecie, bardzo zakochana w Maximie.
,,Rebekę" polecam wszystkim, nawet tym którzy historii z dreszczykiem nie lubią, nie jest typowa powieść grozy, a raczej coś w stylu thrillera psychologicznego. 

Rebeka 
autor: Daphne du Maurier
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tłumaczenie: Eleonora Romanowicz-Podolska
rok wydania: 1997
liczba stron: 427


czwartek, 3 września 2015

Czytelnicze plany na rok szkolny

Wakacje, wakacje i po wakacjach. Koniec odpoczynku zaczęła się szkoła. W mojej zaszło trochę zmian. Pojawił się inny system oceniania, przyszli nowi nauczyciele.
Rozpoczął się rok szkolny, więc znowu trzeba się będzie przyzwyczaić do wszystkich sprawdzianów i prac domowych.
Dla mnie wakacje to najlepszy czas na zwiedzanie i oczywiście czytanie. Nie trzeba wstawać o szóstej rano, więc z wciągającą książką można posiedzieć do późna. Nie raz zdarzyło mi się oderwać od lektury dopiero po trzeciej w nocy.... Ach, to były czasy!
W wakacje powiększyłam nieco swoją listę książek przeczytanych, m. in. o ,,Nowy wspaniały świat" Huxley'a oraz ,,Rebekę" Daphne du Maurier i parę innych tytułów. Wypisałam też sobie co przeczytać w roku szkolnym w pierwszej kolejności. Zaraz po wymaganych lekturach oczywiście ;)


Jeżeli chodzi o klasykę powieściową to mam w planie:




Zamierzam też zabrać się do komiksów:




No i oczywiście książki o tematyce historycznej:








niedziela, 23 sierpnia 2015

Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz- Polskę*


Właśnie skończyłam czytać ,,Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego." autorstwa Wiktora Krajewskiego oraz Marii Fredro-Bonieckiej, wydanej przez wydawnictwo W.A.B.

Okładka książki

,,Łączniczki" to wspomnienia 9. kobiet biorących udział w Powstaniu Warszawskim. Ich historie nie są ze sobą powiązane. Każdy rozdział to odrębna opowieść.

Wszystkie bohaterki na pewno łączy jedno. Wojna zmieniła ich życie. Wcześniej każda była zwykłą dziewczynką: chodziła do dobrej szkoły, miała rodzinę, znajomych, wychodziła na podwórko bawić się z przyjaciółmi. Nagle wszystko się zmieniło. Zamknięto szkoły i już nie mogły się normalnie uczyć. Musiały uczestniczyć w tajnych kompletach, odbywających się w prywatnych mieszkaniach. Już nic nie było tak radosne jak kiedyś.

Żadna nie mogła pozostać obojętna. Wszystkie wstąpiły do Szarych Szeregów. Spotkały tam różne osoby. Jako panienki z dobrych domów, wcześniej nie miały styczności z prostymi, niezbyt majętnymi ludźmi. Ale bez względu na wykształcenie oraz zamożność, każdy kochał ojczyznę i był gotów o nią walczyć.
Bohaterki do konspiracji dostały się w różny sposób. Jedne wcześniej były harcerkami, inne zostały zachęcone przez znajomych. Nikomu nie mogły powiedzieć o swojej działalności. Choć często miały ochotę wyznać wszystko najbliższym i czuły, że ich rodzice lub rodzeństwo mają coś wspólnego z Podziemiem, musiały milczeć. Tego wymagało bezpieczeństwo.

Gdy w sierpniu 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, prawie każda miała ledwie kilkanaście lat. Zostały łączniczkami, niektóre również sanitariuszkami. Zapomniały o normalnym życiu, sprzed wojny. Spały w piwnicach, jadły tylko kaszę, codziennie oglądały śmierć i przemoc. Musiały zawsze uważać, bo niebezpieczeństwo mogły spotkać na każdym kroku.
Jednak najstraszniejsza była niepewność. Nie wiedziały gdzie są ich najbliżsi i czy jeszcze żyją. Część dziewczyn już nigdy nie spotkała niektórych członków rodziny.

Wspomnienia uczestników Powstania są przerażającym świadectwem. Historie dziewcząt z szarych szeregów są smutne i wzruszające, choć niekiedy zdarzały się chwile radości. Każdemu polecam przeczytać ,,Łączniczki". Zobaczyć co czuje człowiek, gdy traci wszystko co do tej pory było mu drogie, a dotychczasowe życie odchodzi na zawsze.

Mnie najbardziej podobała się historia Krystyny Królikiewicz-Harasimowicz ps. ,,Kryśka". Jej ojciec był gwiazdą, bo przed wojną jako pierwszy Polak zdobył indywidualny medal na igrzyskach olimpijskich. Ten fakt uratował jej życie.
Krystyna zawsze marzyła o występowaniu na scenie. Talent aktorski pozwalał jej wyjść z niejednej opresji.
Poniżej fragment jej wspomnień:

,,Nie miałam wątpliwości ani nie zastanawiałam się nawet przez sekundę, że mogę narazić swoje życie, że może się to dla mnie źle skończyć, że mogę zginąć. Wojna brutalnie ukradła mi młodość, która dotychczas wypełniona była poczuciem bezpieczeństwa, miłością, ciepłem i marzeniami. Wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniło się 1 września 1939..."

Mimo iż przeczytałam e-booka, w księgarni obejrzałam wersję papierową. Zdziwiło mnie, że książka jest gruba, ale po zajrzeniu do środka wnet okazało się dlaczego. Zobaczyłam doprawdy dziwaczny układ strony. Czcionka jest bardzo duża, a marginesy ogromne, przez co do produkcji tomiszcza zużyto sporo papieru. Nie pozostaje to zapewne bez wpływu na cenę. Duża czcionka jest plusem, ale wielkie puste marginesy dają wrażenie stron zadrukowanych w połowie.


*Tytuł posta pochodzi z wiersza Władysława Broniewskiego ,,Bagnet na broń'', który moim zdaniem świetnie pasuje do treści książki.

środa, 12 sierpnia 2015

Skarby Dolnego Śląska- Siedlęcin

W wakacje chcesz pozwiedzać? Zobaczyć coś niezwykłego? Najlepiej niech to będzie zabytek unikatowy, jedyny taki na skalę światową. Coś czym tylko to jedno miejsce może się poszczycić. Gdzie coś takiego znaleźć? Pewnie trzeba wyjechać za granicę. Wcale nie! Takie perełki możemy znaleźć w Polsce. Gdzie dokładnie ich szukać? Możemy zacząć od Dolnego Śląska miejsca pełnego historii, zabytków w tym takich jakich nie znajdziecie w żadnym innym miejscu na świecie.
Na początek proponuję Siedlęcin, niedużą wieś  niedaleko Jeleniej Góry. Wydawać się może, że to zwyczajna wieś jakich pełno w całej Polsce. Nic bardziej mylnego, a ten kto sądzi że nie ma tam czego szukać robi ogromny błąd. Pierwszy wielki plus Siedlęcina to malownicza okolica, miejscowość rozpościera się na wzgórzach. Jego początki giną gdzieś w mroku dziejów. W dokumentach biskupstwa wrocławskiego w 1305 roku pojawia się informacja na temat wsi z kościołem bogato wyposażonym w ziemię. Siedlęcin nosił wówczas nazwę Rudgersdorf.
Chyba najważniejszym skarbem Siedlęcina jest Wieża Książęca. Jest to średniowieczna wieża mieszkalna jedna z większych tego typu budowli Europie.  Stojąca nad resztkami fosy pośród drzew wygląda naprawdę tajemniczo i romantycznie, chociaż otoczenie wymaga sporych inwestycji. Nie jest jeszcze tak źle, na Dolnym Śląsku widziałam zabytki w naprawdę tragicznym stanie o czym jeszcze napiszę w innych postach.

Wieża Książęca w Siedlęcinie widok od strony kościoła św. Mikołaja

Dobudowane do wieży pozostałości barokowego dworu i folwarku.


Makieta na zamku w Bolkowie przedstawiająca rekonstrukcję wieży z XIV wieku

Wracając do tematu, w siedmiuset letniej budowli znajdują się malowidła ścienne przedstawiające legendę o rycerzu króla Artura, sir Lancelocie. Są to jedyne zachowane na świecie malowidła o tej tematyce (tutaj wirtualna wycieczka). Jedną ze ścian zdobi też  malowidło przedstawiające świętego Krzysztofa. Święty Krzysztof uznany w średniowieczu za jednego z 14 świętych ,,Wspomożycieli'', był  m.in. patronem pielgrzymów oraz opiekunem twierdz i fortec. Zatem jego obecność w wieży nie powinna dziwić.
Wieżę zbudował książę jaworski Henryk I (o Henryku więcej na blogu Kasi Ogrodnik tutaj) ok. 1314 roku. W budowli zachowały się oryginalne drewniane stropy z XIV wieku. Zatem mamy możliwość przechadzania się pod tymi samymi belkami co książę Henryk.
Budowla musiała pobudzać wyobraźnię gości, w środku, na jednej ze ścian znalazłam takie wydrapane napisy. Wygląda na to, że niechlubny zwyczaj pozostawiania po sobie śladu przez turystów jest modny już od dawna, choć kaligrafia była lepsza niż dziś.

Napis na jednej ze ścian w środku wieży

Oprócz wieży Siedlęcin ma do zaoferowania dwa kościoły. Jeden od początku przeznaczony dla katolików, drugi dawny ewangelicki zbór, po II wojnie światowej przejęty przez kościół katolicki. Ciekawe jest to, że obydwa przetrwały, ponieważ po opuszczeniu przez Niemców Dolnego Śląska większość kościołów ewangelickich została zniszczona. 
Historia pierwszego kościoła pod wezwaniem św. Mikołaja rozpoczyna się w XIV wieku. Z roku 1399 pochodzi pierwsza wzmianka o świątyni. Po tej średniowiecznej budowli pozostał tylko portal i część prezbiterium. 

Kościół św. Mikołaja w Siedlęcinie


Portal Gotycki z kościoła św. Mikołaja
Na zewnątrz stały kiedyś figury dwóch świętych Leonarda i Floriana. Dziś św. Leonard stoi sam gdyż Florian został ukradziony w latach siedemdziesiątych.

Figura św. Leonarda

Miejsce po figurze św. Floriana
 Najstarszym i najcenniejszym elementem wyposażenia kościoła św. Mikołaja jest krucyfiks pochodzący z ok. 1500 roku.  Wnętrze jest bardzo skromne, ale pełne uroku. Kościółek posiada małą drewnianą ambonę, z której ksiądz również dziś wygłasza kazania.


Krucyfiks z Kościoła św. Mikołaja

Wokół kościoła mieści się stary niemiecki cmentarz, który podzielił los większości poniemieckich cmentarzy, czyli został zdewastowany. Dziś teren jest już uporządkowany i zadbany pozostałości nagrobków poukładane przy murze.

Jeden z nagrobków na niemieckim cmentarzu




Kościół św. Mikołaja na początku XVI wieku przeszedł w ręce protestantów. Jednak po wojnie trzydziestoletniej kontrreformacja ruszyła pełną parą i kościół powrócił do katolików, a ewangelicy nie mieli gdzie odprawiać nabożeństw.  Dlatego ich msze odbywały się nielegalnie w okolicznych lasach prowadzone przez tzw. leśnych kaznodziejów. W 1742 roku zbudowano drugi kościół dla ewangelików. Okazał się nietrwały więc zastąpił go stojący do dziś zbudowany latach 1780- 1782. Teraz należy do kościoła katolickiego, więc został świątynią pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Nieustającej Pomocy, jej wizerunek znajduje się na głównym ołtarzu.
 
Kościół NMP Nieustającej Pomocy

Samą budowlę i jej późnobarokowe wnętrze wykonali rzemieślnicy z Jeleniej Góry. Wnętrze jest drewniane, całość pomalowana na biało, ze złotymi zdobieniami zdobieniami, dość skromna i gustowna robi wrażenie. Mnie bardzo przypadła do gustu ta ,,łagodniejsza" wersja baroku. 
W kościele znajdują się dwa piętra empor charakterystycznych dla świątyni ewangelickich. Organy mieszczą się za ołtarzem, co jest również charakterystyczne dla kościołów protestanckich. 

Wnętrze kościoła NMP Nieustającej Pomocy
Rokokowa ambona

W środku znajdziemy też urokliwe stare krzesła jakie znajdowały się też w innych ewangelickich świątyniach na Dolnym Śląsku. Podobne widziałam w świdnickim Kościele Pokoju.


W obydwóch kościołach do dziś są odprawiane są msze i w tedy można obejrzeć obie świątynie.
Strona parafii z informacjami.

niedziela, 26 lipca 2015

Kochanowski inaczej

Dzisiaj krótko, bo jestem na wakacjach.
Jan Kochanowski po śmierci Urszulki. Ze zbiorów muzeum w Surażu. Repr. Piotr Mecik

Pospolite Ruszenie jest  zespołem, wykonującym polskie utwory pochodzące ze średniowiecza i renesansu To połączenie muzyki dawnej i rocka. Jednym słowem: rock staropolski.

Oto w wykonaniu Pospolitego Ruszenia ,,Nieście chwałę mocarze" czyli psalm 29 w przekadzie Jana Kochanowskiego z muzyką Mikołaja Gomółki. Mikołaj Gomółka był polskim renesansowym kompozytorem, który na prośbę Jana Kochanowskiego skomponował muzykę do przetłumaczonych przez poetę psalmów. Tak powstało dzieło ,,Melodie na psałterz polski''.




Więcej o zespole tutaj.

sobota, 11 lipca 2015

Czytajmy klasykę - 451 stopni Fahrenheita

,,451° Fahrenheita" to jedna z moich ulubionych książek, zaliczana do klasyki literatury.
Czytając nie sposób się oprzeć wrażeniu, że jest to prorocza wizja. Autor książki, Ray Bradbury idealnie opisał do czego zmierza ludzkość.
Przedstawił to tak dobrze, że w niektórych szkołach w Stanach Zjednoczonych została wycofana z listy
lektur!
O czym jest ta książka? Jest to powieść o zagładzie kultury i o paleniu książek.
Palenie książek miało niejednokrotnie miejsce w historii. Tępiono w ten sposób wywrotowe myśli.
Historycznym przykładem palenia książek są Ogniska Próżności. Miały miejsce w 1497 roku we
Florencji. Charyzmatyczny mnich Girolamo Savonarola nakłonił mieszkańców do spalenia tysięcy
dzieł sztuki, drogocennej biżuterii i książek. Dlaczego? To był złoty okres w historii Florencji.
Miastem rządził słynny przedstawiciel rodu Medyceuszy, Wawrzynie Wspaniały. Najsłynniejsi
artyści epoki renesansu tworzyli właśnie tutaj. Florencja była bogata, na dworze Wawrzyńca
urządzano wspaniałe przyjęcia. To wszystko Savonarola uznał za rozpustę. Stwierdził, że należy się
pozbyć kosztowności i pogańskich dzieł sztuki. Słynne dzieła Botticelli'ego o tematyce mitologicznej
prawie zostały zniszczone, na jednym ze stosów, które płonęły na ulicach. Po domach krążyły bojówki 
wywlekając zakazane przedmioty. Jednak Savonarola zaczął działać wszystkim na nerwy, 
nawet samemu papieżowi Aleksandrowi VI. Wkrótce we Florencji powstał nowy stos, tym razem dla
Savonaroli.
W XX wieku naziści również przystąpili do niszczenia książek i sztuki, które nie były zgodne z ich
ideologią. Na stosach zapłonęły tysiące ,,nieprawomyślnych'' książek, zorganizowano też wystawę tzw.
,,sztuki zdegenerowanej".
Naziści palą książki. 1933 rok.

Ray Bradbury w swojej powieści przedstawia świat, gdzie władza  skutecznie  manipuluje
społeczeństwem. To jest ponura wizja.

Okładka książki*

Akcja książki rozgrywa się w przyszłości. Nie ma już czegoś takiego jak kultura lub sztuka. Ludziom
 nie grożą już pożary, ponieważ do domy stały się ognioodporne. Jednak zawód strażaka nadal istnieje. 
Czym się teraz zajmują, skoro nie trzeba już gasić ognia? Palą książki! Ich czytanie i posiadanie jest 
zakazane. Dostępne są tylko niektóre, zredukowane do jednej strony lub kilku zdań. Dzięki lekturze 
ludzie zaczęliby myśleć, przeżywać dylematy i rozterki. Mogliby chcieć mieć wpływ na rzeczywistość.
To tylko utrudnia życie, nie warto więc marnować czasu na niepokój oraz smutek. Liczy się przede
wszystkim rozrywka i zabawa. W domach całe ściany stały się ekranami telewizyjnymi. Ludzie 
większość wolnego czasu spędzają właśnie przed nimi. Nadawane są głupawe hałaśliwe programy. 
Najpopularniejszym jest ,,Rodzinka", w której widz może wziąć czynny udział. Nawet Jezus
Chrystus stał się częścią tego telewizyjnego show reklamując przedmioty, które powinien posiadać
każdy chrześcijanin.
Głównym bohaterem powieści jest strażak, Guy Montag. Ma żonę, pracę, wiedzie spokojne życie.
Jednak pewnego dnia poznaje dziewczynę z sąsiedztwa, która zadaje mu pytanie: ,,Czy jest pan
szczęśliwy?". To zmienia jego spojrzenie na świat. Zaczyna się zastanawiać co takiego kryje się w
książkach, które niszczy.

Czytając ,,451° Fahrenheita" czytelnik zadaje sobie pytanie: do czego zmierza dzisiejszy świat?
Powstaje coraz więcej programów rozrywkowych. Każdy głupszy od poprzedniego. Czy już niedługo 
gwiazdy zamiast skakać do wody, będą jeść swoje odchody? Poziom czytelnictwa spada. Często 
bestselerami sprzedawanymi w milionach egzemplarzy stają się odmóżdżacze. Kultura i sztuka stają
się mało ważne liczy się dobra zabawa, a nie to czy cokolwiek wiemy. Czy to się bardzo różni od
rzeczywistości z ,,451° Fahrenheita"?

Myśląc o tej książce człowiek odczuwa niepokój, ale to właśnie jej wielka zaleta. Ja najbardziej lubię 
takie lektury, które dają do myślenia znacznie dłużej nie tylko pięć minut po przeczytaniu.

* Ray Bradbury ,,451° Fahrenheita"
   Przekład: Iwona Michałowska
   Wydawnictwo: Solaris




sobota, 4 lipca 2015

Papież orzeka



Życie papieża to nie był tylko wybór kardynałów i zasiadanie na złotym tronie, decydując o losach kościoła. Musiał rozstrzygać również pojedyncze dziwne przypadki. Oto jedna z takich spraw, którą opisał w swoim obszernym pamiętniku papież Pius II (lata pontyfikatu 1458-1464). Sprawa ciągnęła się już trzeci pontyfikat, a miała swój początek jeszcze za czasów Mikołaja V (lata pontyfikatu 1447-1455).

Pinturicchio, portret Piusa II, fragment fresku w Bibliotece Sieneńskiej. Źródło: wikpedia.org 

Rzecz dotyczyła kazirodztwa, niejaki Jan V, hrabia Armagnac ok. 1450 roku wstąpił w nielegalny związek małżeński ze własną siostrą. Izabela była młodsza od Jana o dziesięć lat. Papież Pius II tak opisuje okoliczności w jakich powstał ten związek: ,,Ten młodzieniec pochowawszy rodziców. pozostał z jedyną siostrą, którą gdy nieumiarkowanie z nią się bawił w końcu zwyciężony lubieżnością zhańbił. Lecz bojąc się niesławy tak wielkiego przestępstwa kazirodztwo nazwał małżeństwem i, jak sam powiedział, tym imieniem pokrył winę."


Hrabia Jan V. Źródło: wikpedia.org
Jan napisał do papieża Mikołaja V, aby prosić o dyspensę (czyli legalizację kazirodczego związku). Tłumaczył się tym, że z powodu utraty majątku, nie mógł zapewnić siostrze dobrego dla niej posagu. Najlepszym wyjściem z tej sytuacji miało być małżeństwo brata i siostry.
Niestety Ojciec Święty nie łyknął haczyka. Oburzyło go haniebne postępowanie hrabiego. Zamiast radosnego, pełnego zrozumienia listu i przyzwolenia na ten związek, wysłał odpowiedź, w której  nie ukrywał swojego obrzydzenia. Na dodatek surowo go upomniał. Jak tak można?!

Papież Mikołaj V. Źródło: wikpedia.org
Jan nie należał do szczęściarzy. Król Francji, Karol VII odkrył, że hrabia w tajemnicy sprzyja Anglikom. Te informacje wywołały u niego straszliwą wściekłość, więc za jednym zamachem odebrał mu wszystkie miasta i zamki (miał ich ponad 200), a następnie pojmał jako jeńca. Jednak strażnicy pilnujący grzesznika nie byli zbyt solidni. Więzień zdołał uciec do księcia Burgundii. Pomimo licznych kłopotów nie chciał dać za wygraną, wciąż starał się o legalizację swojego związku z siostrą.
Hrabia napisał powtórnie do Rzymu z nadzieją, że otrzyma wsparcie ze strony biskupstwa. W XV wieku korupcja wśród kleru była na porządku dziennym. Od razu zobaczono w Janie szybki sposób wzbogacenia się. Znaleźli się na łonie kościoła chętni  by zająć się jego przypadkiem, jeśli oczywiście odpowiednio dużo zapłaci.
Był rok 1455, świat chrześcijański powitał nowego papieża, Kaliksta III. W Stolicy Piotrowej jeden z biskupów wraz ze skorumpowanymi urzędnikami rozpoczął starania o dyspensę dla hrabiego i jego siostry. Liczyli na to, że nowy Ojciec Święty będzie równie przekupny jak oni. Niestety starzec nie dał się przekonać, ponieważ tak jak poprzednik brzydził się  kazirodztwem. Przekupny biskup i skorumpowani urzędnicy sfałszowali potrzebne dokumenty, gdyż zainkasowali już od hrabiego pieniądze. Tuż przed śmiercią Kaliksta w 1458 roku, sprawa wydawała się zakończona.

Papież Kalikst III. Źródło: wikpedia.org
Jednak hrabia znów miał pecha. Kiedy chciał zobaczyć podpisany dokument, otrzymał odpowiedź, że owo pismo stało się nie ważne wraz ze śmiercią papieża. Wtedy sprzymierzeńcy Jana zauważyli, iż nowy władca świta chrześcijańskiego, Pius II uznał wszystkie zlecenia Kaliksta za aktualne mimo jego zgonu. I znów wydawało się, że hrabia dopiął swego, ale tu pojawiły się nowe komplikacje. Dowiedział się, iż dokument jest przechowywany u jakiegoś bankiera we Florencji. Tego było już za wiele. Postanowił prosić papieża o pomoc osobiście.
Pius II spokojnie taplał się w kąpieliskach Macereto, kiedy odwiedził go wściekły hrabia. Opowiedział mu całą historię. Skarżył się na biskupów, którym zapłacił majątek, a mimo to dokumentu z udzieloną dyspensą nie dostał. Swoją drogą ciekawe, że wcześniej twierdził, iż nie ma funduszy na posag dla siostry.
Papież wzburzony odparł, że hrabia powinien się wstydzić, sądząc że odpuszczenie takiego grzechu może od kościoła wykupić. Dyspensa na pewno musiała być podrobiona. Jedyne co zostało Janowi to żałować za swoje winy i odpokutować.
Hrabia próbował przekonać Ojca Świętego, że dokumenty są prawdziwe. Przecież biskupstwo mu to obiecało. Papież jednak nie dał się przekonać. Dał Janowi wybór: albo pokuta i żyjesz długo i szczęśliwie albo ,,zostaniesz przebity mieczem klątwy i obciążony hańbą wszystkich narodów".
Grzesznik się przestraszył i poprosił o osiem dni na zastanowienie.
Przemyślał sprawę i stawił się w Rzymie przed papieżem. Na oczach świadków przemówił jego sojusznik, biskup Arras. Zaczął tłumaczyć hrabiego, że był młody, chciał dobrze dla swej Izabeli, itp. Porównywał tę sprawę z kazirodczym związkiem Jowisza ze swymi siostrami. Mówił, iż o takich przypadkach nieraz można spotkać wzmianki w Starym Testamencie.
Pius jednak nie dał się przekonać zgromił biskupa twierdząc, że ten stara się zmniejszyć poziom zła tego uczynku. Na dodatek powołuje się bardziej na zwyczaje pogańskie niż chrześcijańskie. Albo hrabia odpokutuje nie rozmawiając oraz nie obcując siostrą, walcząc z Turkami, wydając pieniądze na naprawę kościołów i małżeństwa ubogich dziewcząt, albo czeka go potępienie. Cóż więc pozostało Janowi? Musiał z ochotą zadośćuczynić za swe grzechy i przestać ubiegać się o dyspensę, choć starał się o nią przez trzy pontyfikaty.
Pius II mógł spokojnie zająć się pisaniem pamiętników, rzucaniem klątw i polityką.